Bloog Wirtualna Polska
Są 1 117 674 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


gra Tytanic

środa, 26 marca 2008 16:15
Piszcie jak wam sie podoba ta gra dla mnie jest super chociasz jeszce jej nie mam
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

gra tytanic

środa, 26 marca 2008 16:14
Titanic: Adventure out of Time
Titanic: Odwróć bieg historii
producent: Cyberflix
dystrybutor PL: Techland
kategoria: przygodowe

Data Premiery:
  Świat: 14 lipca 1998
  Polska: 14 lipca 1998

tryb gry: single player
wymagania wiekowe: 12+

nośnik: 2 CD | cena: 49 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium 90MHz, 16MB RAM.
zobacz oficjalną stronę WWW:
Titanic: Adventure out of Time
   wersja językowa:
angielska

Gry Podobne
Opis Gry

Gra przygodowa oparta o tragiczne wydarzenia związane z zatonięciem największego w historii pasażerskiego statku transatlantyckiego TITANIC. W grze mamy szansę zmienić bieg historii i zapobiec katastrofie tysięcy ludzi. Gracz wciela się w jedyną osobę na pokładzie liniowca, świadomą zbliżającej się katastrofy. Uwikłany w szaleńczy wyścig z czasem, jest jedynym, który może ocalić tysiące ludzi od nieuchronnej śmierci.

Dzięki zastosowaniu fotorealistycznej grafiki, gracz ma wrażenie uczestniczenia w prawdziwym filmie. Każdy element otoczenia, każda napotkana osoba zostały umieszczone w grze w oparciu o oryginalną dokumentację techniczną R.M.S TITANIC. Gra posiada intrygujący i trzymający w napięciu scenariusz, skomplikowane łamigłówki i możliwość interakcji z 25-cioma postaciami. Oprócz samej gry, program oferuje także możliwość zwiedzenia samego statku. Przewodnikami będą historyczne postacie, obecne na transatlantyku owej tragicznej, kwietniowej nocy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powrót blogaska

sobota, 23 lutego 2008 9:51
hejka wam wszystkim zauwazyłam że mój blog spada na psy nie piszecie komentarzy ale może i to moja zasługa bo niepisze nic o titanicu wiec tak jagby co to moj nowy blog nastolatkitrzymajasie razem.onet.blog.pl 
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

szablon

czwartek, 27 grudnia 2007 14:41
Mam nadzieje że podoba wam sie moj nowy szablon

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ogloszenie

czwartek, 27 grudnia 2007 10:34
                                 zapomniałam napisać w poprzedniej notce że 2.01.2008 jade do senatorium i nie bede mogła pisać chyba rze uda mi sie siąć w senatorium na jakimś kompie no wiec nie bede mogła pisać szkoda ;-(
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

oswiatczenie

czwartek, 27 grudnia 2007 10:32

                            no to narazie wszystko musze przepisac dalszą historir na komputer bo wtedy łatwiej mi kopiować mam nadzieje że narazie sie podoba komentujcie pliss


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czesc10

czwartek, 27 grudnia 2007 10:29

Ruth i kilka innych bogatych arystokratek siedziało w kawiarni, popijając herbatkę. Ruth przewodziła dyskusji. Właśnie mówiła o Rose, kiedy jedna z kobiet zapytała:

- A tak w ogóle gdzie jest ta przeurocza Rose? - i omiotła wzrokiem kawiarnię. To był celny strzał; Ruth wiedziała, że Rose zaraz po lunchu zniknęła, nie przyszła na obiad. Była zła, i pewna, że córka robi coś głupiego.  Zamierzała zawiadomić Cala, ale on cały dzień prowadził ważne rozmowy handlowe ze swoimi przyjaciółmi.

Tak więc Ruth nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Na szczęście uratowała ją właśnie Molly Brown. Kobieta podeszła do ich stolika, ale w tym momencie wszystke rzuciły sobie wymowne spojrzenia; nienawidziły Molly. Zerwały się od stolika, a Molly rzuciła:

- Witam miłe panie! Napijemy się herbatki? - i stanęła przy nich z uśmiechem, mimo ich niemiłych spojrzeń. Ruth syknęła:

- Przykro mi, wybieramy się z paniami na przechadzkę.

- Cudownie! - Molly klasnęła w dłonie. - Posłucham nowych ploteczek! Chodźmy!

Kobiety nic nie mogły na to poradzić. Bezradne, ruszyły za Molly w stronę promenady.

**

Słońce już zachodziło, a Rose i Jack wciąż rozmawiali, oparci o balustradę. Rose wpatrywała się w zachodzące słońce i urzeczona słuchała Jacka. Jego opowieści o życiu były miłe i zajmujące. Właśnie mówił o swoim miasteczku, o molo i kolejce górskiej, kiedy Rose spojrzała na niego figlarnie i powiedziała:

- Obiecaj, że pojedziemy na to molo. Choćby to się miało nie spełnić.

Jack natychmiast podchwycił, o co Rose chodzi.

- Jak to nie? Pojedziemy tam! - zawołał ze śmiechem. - Będziemy pić tanie piwo, jeździć kolejką górską aż się pożygamy - Rose wybuchnęła śmiechem.

- Nauczę cię jeździć konno okrakiem! - mówił Jack wesoło.

- I... pluć jak facet! - zachichotała Rose.

- Nauczę cię, choć! - Jack pociągnął rudowłosą.

- Jack, nie! Nie, nie tutaj! - syczała Rose, ale już prawie poddawała się uściskowi Jacka. Podbiegła z nim do balkonu bliżej oceanu.

- W ten sposób - Jack zademonstrował, splunął daleko w stronę oceanu. Rose skrzywiła się.

- To obrzydliwe! - choć tak naprawdę szczerze ją to bawiło. Potem spróbowała sama, choć nie wyszło jej to za dobrze.

- Beznadziejnie! - zawołał Jack. - Muszisz solidnie odcharknąć!

Wtedy za ich plecami rozległo się wymowne pokasływanie. Rose i Jack odwrócili

się szybko. Obok nich stało kilka kobiet z I klasy, w tym Ruth, patrząca na nich ze zdziwieniem i odrazą. Reszta pań wyglądała na rozbawione.

- Mamo! - wykrzyknęła Rose. - Co ty tu robisz?!

Ruth nie  odpowiedziała. Była zajęta obrzucaniem Jacka okropnym spojrzeniem. Rose oblała się szkarłatnym rumieńcem. Jack dzielnie znosił świdrujące spojrzenia Ruth. Rose rozpaczliwie próbowała ratować sytuację.

- Eeee... to jest Jack Dawson - przedstawiła go grzecznie i zapadła niezręczna cisza. W końcu przerwał ją dzwon na kolację.

- Musimy iść - syknęła Ruth, ujęła Rose za ramię i pociągnęła. Rose tylko puściła oko do Jacka i mruknęła cicho "zobaczymy się na kolacji". Kiedy tylko ona i Ruth oddaliły się,   Ruth zaczęła mówić coś do Rose szybko i cicho.

Jack długo za nimi patrzył, aż nie spostrzegł, że nie jest sam. Molly Brown stała obok niego.

- Przychodzisz do nas na kolację.  - uśmiechnęła się lekko. - nie masz pojęcia, dokąd idziesz. To ... gniazdo żmij. Synku... w co się ubierzesz?

Jack nieco poczerwieniał i gestem wskazał swoje ubranie.

 - Tak myślałam. Chodźmy! - Gestem kazała Jackowi iść za sobą. Chłopak, nieco zdziwiony, poszedł za Molly w stronę apartamentów I klasy.

Niektórzy dziwnie patrzyli za Jackiem, kiedy szedł za Molly.  Jack powoli zaczął pojmować - biedny, w okropnym ubraniu, aż bał się myśleć, co ci wyszukani ludzie o nim sądzą. Molly jednak była inna, co Jackowi sprawiało dość dużą radość.

Doszli do eleganckiego korytarza oświetlonego pięknymi kinkietami. Molly otworzyła jedne z drzwi i gestem zaprosiła do nich Jacka.

Jack nieco nieśmiało wszedł do środka. Kiedy tylko omiótł wzrokiem pokój, gwizdnął z zachwytem. Molly roześmiała się.

- Nie bój się! Nie musisz być taki spięty! Usiądź! - mówiła Molly, podsuwając Jackowi wygodny fotel.

- Dzięki! - zawołał Jack i trochę się rozluźnił. Usiadł na fotelu w bardzo nieelgancki sposób, to jednak Molly nie przeszkadzało. Kobieta przeszła do drugiego pokoju a stamtąd wołała:

- Chyba znajdę ci coś dobrego do ubrania! Wiozę to dla syna... myślę, że bardzo przyda ci się na tej kolacji. - weszła do pokoju z zadowoloną miną, niosąc Jackowi wspaniały, czarny garnitur.

- Wielkie nieba! - zawołał Jack. Nigdy nie miał czegoś takiego na sobie.

- Przymierz! - zawołała Molly. - Chętni ci to pożyczę. Zaraz wrócę, idę się przygotować do kolacji.

Jack chwilę przyglądał się z błyskiem w oku garniturowi a potem ubrał eleganckie spodnie, koszulę i własnie zakładał marynarkę, gdy weszła Molly w wieczorowej sukni i piórze we włosach. Zaśmiała się i klasnęła w dłonie na widok Jacka.

- Wiedziałam! Mój syn ma taki sam rozmiar! - zawołała uszczęśliwiona.

Jack podszedł do lustra i gwizdnął. Potem przygładził swoje jasne włosy. Patrzył  chwilę w swoje odbicie ze zdziwieniem, a potem odwrócił się do Molly.

- Proszę pani... dlaczego pani to robi? - zapytał.

- Chcę ci pomóc - powiedziała Molly, wciągając jedwabne, długie rękawiczki. - Kiedyś byłam taka jak ty. Chcę im pokazać, że nie trzeba mieć pieniędzy, aby być wspaniałym człowiekiem.

- Utrzemy nosa tym gburom! - zawołał Jack a wtórował mu śmiech Molly.

- Będziesz lśnił jak młodziutki królewicz! Idź już - powiedziała kobieta. - Dołączę do ciebie później. Dasz sobie radę i pokażesz im wszystkim!

- Dziękuję pani - rzekł Jack z wdzięcznością i cicho wyszedł z pokoju Molly.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

cz,9

czwartek, 27 grudnia 2007 10:28

Następnego dnia po lunchu Rose szła przez promenadę. Jej piękne, spięte w koczek włosy odbijały blaski słońca, tak jak ładna, biało - złota, elegancka suknia. Dziewczyna postanowiła odnaleźć Jacka Dawsona za wszelką cenę, i porozmawiać z nim. Nie mogła zapomnieć jego twarzy i uśmiechu, chciała mu podziękować za jego pomoc...

Nie szukała go długo. Znalazła go przy końcu pokładu, siedzącego samotnie i zagłębionego w swojej teczce. Wzięła głęboki oddech i ruszyła ku niemu.

**

Jack siedział samotnie i niedbale przewracał swoje szkice. Czasami lubił być sam na sam ze swoimi pracami,przeglądał je i niektóre dopracowywał. Ale teraz przestał to robić. Znowu powróciło wspomnienie pięknej dziewczyny którą uratował.

- Ekhm... panie Dawson? - rozległ się aksamitny głos.

Jack aż podskoczył. Podniósł głowę i zobaczył obiekt swoich rozmyślań - Rose. Stała z nieco niepewną miną. Chłopak zerwał się na równe nogi i oblał rumieńcem.

- Eeee.... tego... przyszłaś! Znaczy, przyszła pani... - zakończył niezgrabnie, przeklinając się w duchu. Rose stłumiła śmiech.

- Chciałabym jeszcze raz podziękować panu... - zaczęła ale Jack jej przerwał.

- Panu? Jack, po prostu! - i podał jej rękę. Rose roześmiała się - dopiero teraz rozluźniła się. Podała mu rękę z uśmiechem.

- Cóż... prawie wcale się nie znamy. Może opowie mi pan... znaczy, może opowiesz mi trochę o sobie, Jack? - Rose i Jack ruszyli wzdłuż pomenady. Jack zaczął opowieść o swoim życiu. Rose dziwiła się. Ten człowiek tak wiele widział, przeżył tyle przygód, poznał tylu pasjonujących ludzi! A ona?... Jej życie przy Jacku było puste i nudne. Serce Rose wyrywało się po przygód, poznawania nowych, nieznanych rzeczy... Kiedy myślała, że to się nigdy nie spełni, czuła, jakby osuwała się w ciemną otchłań.

- ... no i teraz jestem tu! - Jack kończył swoją opowieść, kiedy byli już u drugiego końca promenady. - Cóż, Rose... przegadaliśmy kilka kwadransów o pogodzie i moim życiu... a po co właściwie tu jesteś?

- Ja... chciałabym ci jeszcze raz podziękować za tamten ratunek. Ale także za... za dyskrecję. Bo... u mnie jest inaczej... - Bardzo chciała, aby Jack zrozumiał, co ma na myśli. Ale on milczał i świdrował ją wzrokiem.

- Wiem, co myślisz! - wybuchnęła Rose. - Biedna, bogata i rozkapryszona dziewczynka, co ona wie o życiu?! Czy ona kiedykolwiek zaznała trudności?...

- Nigdy tak nie myślałem - powiedział Jack i oparł się o balustradę. Rose przebiegł miły dreszczyk, kiedy Jack tak się w nią wpatrywał i wpatrywał. - Zastanawiałem się, jak to możliwe, że coś skłoniło cię do tak rozpaczliwego czynu.

Rose westchnęła i podeszła do balustrady, i Jack ujrzał ją jak wtedy po raz pierwszy; zapatrzona w ocean smutnym wzrokiem zaczęła mówić:

- Mój świat... bezwład życia... to, że nie mogę nic zrobić aby ten świat zmienić... to mnie przytłacza. - zerknęła na Jacka. - Tak łatwo się z tobą rozmawia, Jack.

- Nie musisz wiele mówić, rozumiem to. - Jack uśmiechnął się gorzko. - Wolę być biedakiem bez grosza przy duszy, ale mieć życie pełne wspomnień, przyjaciół i wspaniałych przeżyć...

- Wysłano 500 zaproszeń. Będzie tam mnóstwo arystokracji, wyższych sfer... moje oficjalne zaręczny - prychnęła Rose.  Jack zapytał tylko:

- Kochasz go?

Rose z oburzeniem oderwała wzrok od ocenu i wyprostowała się. Nagle stała się znów dumną panienicą z I klasy.

- Słucham? - zapytała dumnie.

- To proste! Kochasz faceta albo nie! - powiedział Jack, zakładając ręce na piersiach.

- To pytanie jest niegrzeczne! Nie muszę na nie odpowiadać - mruknęła Rose.

- Mnie nie musisz - Jack wzruszył ramionami i przestał się uśmiechać. - Ale samej sobie tak.

- To absurd! - Rose nagle bardzo zesztywniała, zaczęła też śmiać się dziwnie - Prawie się nie znamy. Podziękowałam, więc teraz idę, Jack! Panie Dawson!... - i podała mu rękę, odeszła kilka kroków i obróciła się.

- Zaraz! To moja część statku! To ty idź! - I  ręką pełną brylantów wskazała w stronę schodów wiodących w dół. Jack roześmiał się.

- Kto jest teraz niegrzeczny? - I przełożył teczkę pod drugie ramię, i tym zwrócił uwagę Rose.

- Co tam masz? - i wyrwała mu teczkę. Jack nie protestował. Rose usiadła na leżance, a Jack obok. Rose otworzyła teczkę i kiedy zobaczyła szkice zaczęła ją przewracać z zainteresowaniem. Uwielbiała sztukę, malowane, rysunek.

- To twoje? - Jack potakująco kiwnął głową. - Och... kto to? - zapytała, patrząc na starą kobietę w futrze na rysunku. Jack zaczął jej objaśniać wszystkie rysunki i postacie na nich.

- Piękne rysunki... wspaniałe szkice! - mruczała Rose z zachwytem. - Masz talent, Jack - powiedziała, patrząc na niego z powagą. - Umiesz patrzeć.

- Patrzę na ciebie. - Jack objął Rose przenikliwym spojrzeniem.

- I...? - Rose uniosła głowę dumnie i z uśmiechem.

- Nie skoczyłabyś - powiedział Jack szeptem, jakby bardziej do siebie niż do Rose. Dziewczyna wróciła do szkiców. Została z Jackiem aż do popołudnia, nie zwracając uwagi na dzwon wzywający na obiad.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

cz.8

czwartek, 27 grudnia 2007 10:27

Tego samego wieczoru Rose siedziała w swoim pięknym pokoju. Minęło jej już zdenerwowanie i smutek, który przeżywała podczas samobójczej próby. Teraz znowu była dumną, zrównoważoną damą z I klasy. Siedziała przy bogato zdobionej toaletce i skończywszy rozczesywanie pięknych rudych włosów wpatrywała się smętnie w swoje odbicie, rozmyślając...

Nie mogła zapomnieć Jacka. Jego uśmiech i ofiara podczas tej rozpaczliwej sytuacji tego wieczoru urzekły ją i pocieszyły. Czy Cal zdobyłby się na taki czyn? Nie. A Jack? Był gotowy zginąć, nie pozwolił, by Rose umarła, mimo wszystko...

Rozmyślania przerwał jej Cal, wchodząc do pokoju z zadowoloną miną. Rose zauważyła, że w kieszeni ma spore wybrzuszenie, trzymał więc tam coś dość pokaźnych rozmiarów.

- Dobry wieczór, Cal - bezbarwnym głosem powitała go Rose.

- Kochanie... - Cal usiadł na złotym stołeczku obok niej i ześwidrował ją swoim zimnym spojrzeniem. - Wiem, że miewasz napady melancholi. Nie ukrywam, że wiem, skąd przyczyna. - Chwilę patrzył na Rose, a potem wyjął z kieszeni dość duże, czarne pudełko. Rose rzuciła na nie niechętne spojrzenie.

- Chciałem ci je dać oficjalnie, podczas zaręczyn - rzekł Cal dumnie. - Ale pomyślałem sobie... dzisiaj.

I otworzył czarne pudełko. Oczom Rose ukazał się wspaniały klejnot - śliczny, niebieski diament w srebrnej oprawie w serce, na grubym, srebrnym łańcuszku. Rose zamrugała.

- Wielkie nieba... - Rose nieśmiało dotknęła klejnotu. - To diament!...

- Tak - zaśmiał się Cal. - Królewski klejnot. Jest ciebie wart.

I założył go Rose na szyję. Piękna dziewczyna wyglądała w nim cudownie. Rose była nim zauroczona.

 

 

- Dziękuję... - wyszeptała.

- Wybacz mi - powiedział Cal z udawaną przykrością. - Wybaczysz?

Rose tylko kiwnęła głową, nadal wpatrzona w swoje odbicie. Była zszokowana pięknem diamentu, ale już wracał jej umysł.

- Nie ma rzeczy, której nie mógłbym ci dać. Jesteś moją królową. - mówił dalej Cal, wpatrzony w Rose. - Ale... ty nie możesz mi odmawiać.

Rose zerknęła na niego.

- Rose... przestań być dla mnie tak zimna. Otwórz mi swoje serce.

Rose spuściła głowę. Chwilę milczała. A potem rzekła smutno:

- Ja... bardzo ci dziękuję za ten podarunek, Cal. Ale... jestem zmęczona. Chciałabym się położyć - skłamała. Cal miał bardzo zawiedzioną i jakby zirytowaną minę. Ale wstał i mruknął "Dobranoc". I wyszedł. Rose słyszała, że trzasnął drzwiami dość mocno - był zły.

Rose nie poszła jednak spać. Wciąż wpatrywała się w swoje odbicie z gorzkim uśmiechem. Cal myślał, że klejnotem zdobędzie jej serce... Rose była nim zauroczona, ale tylko przez chwilę. Czy klejnot przyniesie jej szczęście w przyszłości z Calem?... Cal sprawił Rose radość podarunkiem, ale to był tylko klejnot - nie miłość, nie szacunek. Rose diament wydawał się oznaką jej zniewolenia...

Wspomniała Jack Dawsona. Po policzku popłynęły jej łzy...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czesc 8

czwartek, 27 grudnia 2007 10:27

Rose z krzykiem obsunęła się w dół. Polegała tylko na ręce Jacka, której trzymała się kurczowo. Krzyczyała głośno... Jackowi serce waliło.

- Rose! Posłuchaj! Trzymam cię - nie puszczę! Rozumiesz?

Rose była przerażona, ale kiwnęła głową.

- Podciągnij się! - krzyknął Jack. Rose z całej siły starała się podnieść do góry. Już prawie jej się to udało, kiedy znowu zsunęła się w dół.

- Pomocy! Ratunku! - krzyczała. Jack zaczął podciągąć ją do góry.

 

Kilku marynarzy stało w grupce i piło gorącą herbatę. Szykowali się do nocnej zmiany. Rozmawiali wesoło, kiedy usłyszeli krzyk dochodzący z rufy statku. Spojrzeli po sobie pytająco.

- Co to? - zapytał jeden z nich.

Szybko pobiegli w tamtą stronę.

 

- Tak... Już cię mam! - zawołał Jack, trzymając Rose w pasie i wciągając ją. Rose tuliła się do jego ramienia i płakała. Wydawało się, że wszystko jest w porządku, kiedy nagle wszystko szybko się potoczyło.

Jack dźwignął Rose, a ona upadła na drweniany pokład, obejmując Jacka i pociagając go za sobą. W tej chwili też wpadli tam marynarze. Wszyscy zamarli z bezbrzeżnym zdumieniem na twarzy, a jeden obmiótł wszystko szybkim, wściekłym spojrzeniem i warknął na innego, aby zawołali oficera.

Po chwili milczenia nadbiegło kilku mężczyzn, wśród nich Cal. Spojrzał na Rose, na jej zapłakaną twarz, potargane włosy i rozdartą sukienkę.  Wokół niej zaczęły krzątać się służace, okryły ją płaszczem, podały herbatę i odciągnęły szybko od Jacka. Gruby człowiek z odznaką oficera szybkim ruchem spętał ręce kajdankami. Zaś Cal przechadzał się tu i tam, aż zatrzymał się z wściekła miną przy Jacku i wrzasnął wściekle:

- To niedopuszczalne! Śmiałeś tknąć moją narzeczoną?! Patrz na mnie, śmieciu! - zawołał, gdy spojrzenie Jacka powędrowało na Rose, która z wystraszoną miną przyglądała się tej scenie. Potem wstała i podeszła do Cala, który obrzucał Jacka wyzwiskami.

- Cal... Cal! - krzyknęła i zwróciła wreszcie uwagę wszystkich. - To był wypadek!

Cal zrobił zdziwioną minę.

- Wypadek? Jak to...

 

- Tak, wypadek... bardzo głupi - Rose zaśmiała się nieco sztucznie. - Poszłam na spacer... doszłam do rufy i wychyliłam się żeby zobaczyć... zobaczyć... te, no... - kończyła kulawo.

- Śruby? - podsunął Cal.

- Własnie - Rose klasnęła w dłonie. - Wypadłabym, ale pan Dawson mnie ocalił - i rzuciła mu miłe spojrzenie. Jack stłumił śmiech.

- Oglądała śruby! - zakpił Cal.

- Tak właśnie było? - zapytał nadufany oficer.

Jack spojrzał na Rose. Ona zrobiła tylko wymowny gest ustami "powiedz tak!"

- Tak... mniej więcej - wybąkał Jack.

- No więc wszystko jasne! Chłopak jest bohaterem! Brawo, synu. - mówił jeden z bogaczy. - No, możemy wracać do brandy.

Oficer zdjął kajdanki. Cal spojrzał wymownie na Lovejoy'a, swojego lokaja.

- Lovejoy, 20 chyba wystarczy - mruknął, jednak Rose to usłyszała i prychnęła.

- Tyle teraz kosztuje ocalenie narzeczonej? - zapyała ironicznie.

- Rose jest niezadowolna... co robić? - i ucichł na chwilkę. - Już wiem! - zawołał i odwrócił się do Jacka. - Może przyjdzie pan do nas jutro na kolację i zaszczyci opowieścią o swoim... heroicznym uczynie? - zapytał.

- Jasne. Przyjdę - wypalił Jack.

- No to załatwione. Do zobaczenia! - Cal odwrócił się i odchodząc, mruknął do oficera: "To będzie widowisko!".

Rose rzuciła Jackowi powapiewające spojrzenie i także odeszła. Lovejoy zaś przypatrywał się z ironią Jackowi i kiedy ten miał odejść, mruknął:

- Zawiąż - i wskazał na buty Jacka. - To dziwne, że w tak nagłej potrzebie miałeś czas zdjąć kurtkę i buty...

I odszedł, śmiejąc się szyderczo.

Jack został sam. Wrócił na rufę statku i usiadł tam, rozmyślając...

Co to był za wieczór!...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czesc7

czwartek, 27 grudnia 2007 10:26

Jack Dawson leżał na ławce i palił papierosa. Wokół było pusto i ciemno, wszyscy rozeszli się na kolację. Jack wsłuchiwał się w ciszę i wpatrywał w gwiazdy, rozmyślając nad rzeczami pięknymi i jasnymi... nie mógł zapomnieć pięknej dziewczyny z balkonu. Byla taka... wspaniała. Piękna, ale smutna. Jack nie mógł zapomnieć wyrazu jej twarzy, jej wielkich, smutnych, niebieskich oczu...

Nagle coś oderwało go od rozmyślań. Ktoś przebiegł obok ławki, sądząc ze stukotu szpilek i płaczu, była to kobieta. Kierowała się w stronę tyłu statku.  Jack podniósł się i chwilę zastanawiał, a potem szybko i cicho pomknął za oddalającym się odgłosem płaczu...

 

Rose dobiegła do tyłu statku. Obejrzała się z lękiem za siebie - nikogo tam nie było. Podeszła do barierki i spojrzała w dół. Fale ocenu były ciemne i zimne. Rose wachała się długą chwilę, pochlipując cicho, aż w końcu zrozumiała - nie ma po co żyć. Powoli przeszła przez barierkę, kurczowo trzymając się długiego drągu.  A potem zawisła między życiem a śmiercią, trzymając się barierki i spoglądajac w dół. Kiedy tak stała, rozległ się cichy i ostrożny głos:

- Nie rób tego!...

Obejrzała się gwałtownie. Niedaleko stał młody przystojny mężczyzna z nieco zalęknioną miną. Rose miała wrażenie, że już go gdzieś widziała.

To był Jack. Kiedy Rose się obejrzała, zdał sobie sprawę, że to ta śliczna dziewczyna. Bał się zrobić jakiś gwałtowny ruch - dziewczyna mogła w każdej chwili skoczyć... musi ją przekonać...

Rose drgnęło serce i krzyknęła zdenerowana:

- Odejdź! Nie podchodź!

- No już.. - zaczął spokojnie Jack i zrobił krok w jej stronę - podaj mi rękę!

- Nie! - wrzasnęła Rose. - Stój gdzie stoisz! Mówię ci! Bo skoczę!

Jack zrozumiał, że to bez sensu. Ruchem ręki pokazał, że chce wrzucić papierosa do ocenu. Tym samym zbliżył się do dziewczyny kilka kroków i wyprostował się.

- Nie skoczysz - mruknął. Rose spojrzała na niego jak na robaka.

- Skąd wiesz, co zrobię?! Nie znasz mnie!

- Gdybyś chciała skoczyć, już byś to zrobiła - powiedział spokojnie chłopak. Rose prychnęła z oburzeniem.

- Rozpraszasz mnie! Odejdź! - odparła zirytowana i odwróciła wzrok na ciemny ocean. Jack naprawdę zaczął się bać, że Rose zrobi to... że skoczy...

- Nie mmogę odejść, jestem świadkiem - powiedział sprytnie Jack. Jeśli skoczysz, będę musiał skoczyć za tobą. - Rose spojrzała na niego jak na wariata. Na dowód Jack zdjął kurtkę i zaczął rozwiązywać buty.

- To absurd. Zginiesz - Rose była zaskoczona.

- Hm. Tak. Ale najbardziej mnie martwi, że woda jest taka zimna.

Rose ze strachem utkwiła wzrok w falach - ciemna masa nagle wydała się jej bezlitosna i ogromnie zimna.

- J.. jak zimna? - zapytała, siląc się na dumny i urażony ton, jednak głos jej zadrżał. Jack stłumił uśmiech.

- Lodowata - i opowiedział Rose o swoim dzieciństwie w zimnych krajach. - W tak zimnej wodzie... a tu jest taka... czujesz, jak masz w ciele tysiące ostrzy... Nie możesz myśleć o niczym innym niż o bólu. Choć mam nadzieję, że zrezygnujesz i wybawisz mnie z opresji.

- Jesteś wariat - powiedziała Rose, i nagle zauważyła glupotę całej sytuacji. Nagle odechciało się jej skoczyć.

- Tak. Wszyscy mi to mówia. Ale z całym szacunkiem, to nie ja zwisam nad rufą statku. - uznał, że jest już właściwy moment, aby to powiedzieć - no... podaj mi rękę... Wcale nie chcesz skoczyć...

Rose długo się wachała. W końcu obróciła się i podała Jackowi rękę. Chłopak uśmiechnął się.

- Jack Dawson.

- Rose DeWittBukater - odpowiedziała grzecznie Rose. Jack gwizdnął.

- Musisz mi to zapisać. - Rose zachichotała cicho. Miała właśnie przejść przez barierkę, kiedy nagle obcas jej pantofelka obsunął się z pokładu...

Rose z krzykiem obsunęła się w dół.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czesc6

czwartek, 27 grudnia 2007 10:25

Następnego wieczoru Rose w okropnym nastroju ubierała się do kolacji. Wyglądała naprawdę przepięknie: miała na sobie śliczną czerwoną sukienkę z zwiewnymi, czarnymi wstawkami i chustami, na smukłej szyi piękny naszyjnik, włosy zaplecione w cudny kok.

Właśnie zapnała diamentowe kolczyki, kiedy do jej pokoju weszła Ruth w czarnej wieczorowej sukni. Usiadła sztywno w fotelu przy kominku i przyjrzała się Rose.

- Rose... chcę ci coś powiedzieć - powiedziała poważnie i sztywno. Córka tylko westchnęła, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Nie chciała patrzeć na matkę. A Ruth, nie widząc oznak protestu, zaczęła:

- Rose... nie jesteś już dzieckiem. Wiesz, że nasza sytuacja jest... trudna. Musisz nauczyć się być konsekwentna i...

Rose odwróciła się.

- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała. Głos jej lekko drżał.

- Rose! Zmień swoje zachowanie wobec Cala! - zawołała, nie wytrzymując. - To twój przyszły mąż, a ty traktujesz go jak... jak...

- Mamo... - Rose przymknęła oczy. Była zmęczona i zła, ale nie miała siły na dalsze kłótnie.

W tej chwili drzwi rozwarły się i wpadł przez nie Cal. Ruth poderwała się.

- Miłe panie - rzekł uprzejmie, lecz z nutą ironi. - Możemy iść?

- Tak - powiedziała Ruth ze sztucznym uśmiechem. - Rose, idziemy.

Rose posłusznie wsunęła rękę pod oferowane ramię Cala.

- Co ci jest? - Cal westchnął.

- Trochę... boli mnie głowa. Chętnie zostałabym tutaj. - wyjąkała Rose.

- Nie - rzekł Cal. - Musimy się pokazać. Tak wypada.

Tak więc Rose poszła na kolację. Cały czas siedziała samotnie przy stoliku - Cal i Ruth byli w centrum uwagi, rozmawiając z innymi bogaczami.

Rozmyślała... miała dosyć swojego życia. Brzydziła się go - a nawet samej siebie.  Ta sama wąska grupka ludzi, ten sam bezmyślny gwar... Miała wrażenie, że stoi w wielkiej sali i krzyczy, a nikt na nią nie patrzy. Nikt nawet jej nie zauważył...

Rose siedziała jeszcze bardzo długo na swoim miejscu. Aż w końcu podjęła decyzję. Czuła, że nie mia już siły na tak puste i bezbarwne życie, jakie prowadziła. Spojrzała na Cala i Ruth; stali daleko z wielką grupą ludzi, zajęci rozmową. Rose wstała i cicho wysunęła się z sali.

Była w ogromnej rozpaczy; nagle, kiedy już czuła, że dłużej nie może wytrzymać, łzy pociekły jej z oczu. Wylała z siebie cały swój żal i ból nagromadzony w tak długim czasie. Wytworny kok nagle stał się wielką plątaniną rudych włosów, a czarno czerwona suknia poplątanym zwojem tkanin.

Rose płacząc puściła się biegiem przez promenadę, popychając patrzących za nią ludzi. Biegła szybko, z płaczem... ale już podjęła decyzję... wiedziała, co musi zrobić...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czesc5

czwartek, 27 grudnia 2007 10:25

Piękna dziewczyna...

 

Jack i Fabricio siedzieli na ławce na statku.  Fabricio palił papierosa i głęboko rozparty na ławce przyglądał się biednym dzieciakom grającym w pobliżu w kulki. Po chwili zagłębił się w rozmowie o Titanicu z jakimś irlandczykiem.

Zaś Jack rysował właśnie mężczyznę, który stał przy barierce z córką i wskazywał palcem na dalekie wody. Jego palce zręcznie posuwały się po kartce papieru, z lekkich szkiców i lini wyszedł prawdziwie piękny rysunek.  Jack już kończył, kiedy irlandczyk rozmawiający z Fabriciem przechylił się ku niemu i zapytał:

- Masz coś z tego rysowania?

Jack tylko się zaśmiał. Prawie nikt nie rozumiał, że dla niego rysowanie jest tylko relaksem i wspaniałą rozrywką. Rzadko zdarzało się, że brał za szkice pieniądze, jedynie wtedy, kiedy naprawdę ich potrzebował.

- Przy okazji, jestem Tony Ryan - przedstawił się irlandczyk, wyciągając rękę.

- Jack Dawson - Jack uścisnął rękę. Tony zaczął paplać, a Jack wrócił do szkicu, kiedy w pewnym momencie podniósł głowę, i... zobaczył kogoś.

Na jednym z balkonów stała piękna dziewczyna. Delikatne dłonie oparła o balustradę, a jej piękne oczy patrzyły w ocean. Wiatr poruszał delikatnie jej pięknymi, rudymi włosami.

 

Jackowi przeszła przez głowę tylko jedna myśl: "Namalować ją - namalować i do końca życia móc na nią patrzeć..." Patrzył na nią długą chwilę, aż w końcu Tony to zauważył i spojrzał w stronę dziewczyny. A potem zaśmiał się.

- Zapomnij - mruknął z rozbawieniem i goryczą zarazem. - Prędzej ci anioł wyleci z tyłka, niż taka dama na ciebie spojrzy! - rzekł, a wtórował mu śmiech Fabricia.

A jednak dziewczyna spojrzała. Zauważayła wzrok Jacka i rzuciła mu lekceważące spojrzenie ze średnim zainteresowaniem. Trwało to krótką chwilę - odwróciła wzrok i dalej patrzyła na morze.

Ale kiedy Jack nadal patrzył, zarumieniła się. I ich oczy spotkały się. Długo na siebie patrzyli, aż Jack nie zauważył, że do dziewczyny podchodzi mężczyzna, elegancki i wyraźnie zły, szarpie dziewczynę i coś do niej mówi. Dziewczyna coś mu powiedziała, a potem odeszła.

Ta dziewczyna była jak... anioł. Taka piękna.. taka wspaniała... i Jackowi wydawało się, jakby coś bardzo ją dręczyło. Bardzo chciał zobaczyć ją jeszcze raz... wpatrywał się w balkon, jakby myślał, że dziewczyna za chwilę tam wróci... ale nie wróciła.

W końcu Jack westchnął i wrócił do rysunku.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czesc 4

czwartek, 27 grudnia 2007 10:24

czesc 4

"Obiad I klasy i tajemniczy mężczyzna"

Następnego dnia w południe Cal i Rose, a za nimi Ruth, szli do sali na obiad. Cal kiwał głową różnym ludziom w geście powitania. Rose szła ze spuszczoną głową, wpatrując się w dół swojej ślicznej lekko zielonej sukni. Ruth sztucznie się uśmiechała i omiatała wzrokiem całą salę.

- Panie Hockley, Rose, pani DeWittBukater! - rozległ się gruby kobiecy głos. Cal odwrócił się. Molly Brown zapraszała ich gestem do stolika, przy którym siedziała wraz z Brucem Ismayem i Thomasem Andrewsem. Pan Andrews kiwał zachęcająco głową, zaś Ismay popijał herbatę.

Cal, Rose i Ruth podeszli i przywitali się, usiedli.

 

 

Rozmawiali chwilę o oględnych sprawach, aż rozmowa zeszła na temat Titanica.

- Niech państwo zwrócą uwagę - mówił z pasją Ismay, najwyraźniej w swoim żywiole. - To jest największy obiekt stworzony ludzką ręką w dziejach świata. A stworzyło go nasz pan Andrews - wskazał na niego, a wszystkie oczy utkwiono w Thomasie.

- Nadałem tylko kształt pomysłowi pana Ismaya - rzekł skromnie. - mieliśmy myśli o parowcu tak silnym i potężnym, że nic nie mogłoby się z nim równać. I oto on - urzeczywistniony!

Rose słuchała tego ze średnim zainteresowaniem. Była w nieco drażliwym nastroju. Wyjęła z maleńkiej torebeczki lufkę do palenia i napchnęla ją małą ilością tytoniu.

Ruth z bardzo niezadowoloną miną przechyliła się ku Rose.

- Wiesz, że tego nie pochwalam - syknęła ostro. Rose spojrzała na nią obojętnie i tylko dmuchnęła jej w twarz chmurą papierosowego dymu. Cal pzyglądał się całej scenie.

- Wie - mruknął, wyjął tytoń z z lufki tytoń, po czym zadusił go w popielniczce.

Rose z bardzo smutną miną pochyliła głowę. Pałała nienawiścią do swojej matki i przyszłego męża. I nagle Molly Brown powiedziała, niby tylko żartem, ale w tych słowach brzmiała nutka złości:

- Pokroi jej pan też kotleta na talerzu? - przy stole zapanowała nieco drażaliwa atmosfera, więc Molly szybko zmieniła temat.  - Kto wymyślił nazwę dla statku "Titanic"? Pan, Bruce? - i zachichotała.

- Istotnie - odrzekł Ismay z uśmiechem. - Chciałem, by kojarzyła się z ogromem... a ogrom to luksus i wielkość, a przede wszystkim: wytrzymałość...

Rose nagle z pałającymi policzkami podniosła głowę.

- Zna pan doktora Froyda? - zapytała Ismaya, a w jej oczach zapaliły się złośliwe błyski.  - Głosi ciekawe poglądy na temat męskiej fascynacji rozmiarami.

Ismay zrobił pytajacą minę, Molly pokiwała głową, pan Andrews nie mógł się powstrzymać i zachichotał. Za to Cal odchrząknął.  Ruth zaś z miną jadowitego węża, syknęła cicho:

- Rose, co cię opętało?!

Rose spojrzała na nią i zdała sobie sprawę że nie ma sensu dłużej tu zostawać.

- Przepraszam - powiedziała grzecznie, wstała i wyszła z sali.  Usłyszała pośpieszne tłumaczenie Ruth i Cala na temat zachowania Rose... a potem szybko wyszła na opustoszałą promenadę (wszyscy byli na obiedzie).

Podeszła do jednego z balkoników. Było jej teraz dobrze. Była sama, nikt nie zwracał na nią uwagi, mogła spokojnie pomyśleć. Oddychała szybko. Po kilku minutach zdała sobie sprawę, że ktoś na nią patrzy. Jakiś mężczyzna, zdąrzyła rzucić na niego okiem, ale on nadal patrzył. Zaczepiła na nim dłużej wzrok - był biedny, ale przystojny. Przech chwilę patrzyli sobie w oczy, aż Rose nie poczuła szarpnięcia. Odwróciła się. To był Cal.

- Co ty wyprawiasz?! - wrzasnął. - Upokarzasz mnie i swoją matkę przed...

- Cal, nie teraz! - Rose też była zenerwowana. - Jestem zmęczona. Zostaw mnie.

I odeszła, kierując się w stronę swojego pokoju, nie myśląc już o niczym.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

cd

czwartek, 27 grudnia 2007 10:23

                       czesc 3

Jack i Fabricio wylegli z pokładu na wielkie, dolne schody. W miarę, kiedy szli, pomieszczenia robiły się coraz skromniejsze, na korytarzach nie było rzeźbionych ozdób ani pięknych lamp. W końcu doszli do białego korytarza, gdzie znajdowały się pomieszczenia dla trzeciej klasy. Jack spojrzał na bilet.

- G60… - mruczał, kiedy przepychali się przez skromne, zatłoczone ludźmi, wąskie korytarze. – Jest! – zawołał, kiedy znaleźli właściwe drzwi.

Weszli do środka. Było to małe i bardzo skromne pomieszczenie – małe drzwiczki do prowizorycznej łazienki, dwa piętrowe łóżka, mała szafka na ubrania i lusterko na ścianie. Wszystko było jednak czyste i świeże. W kabinie siedziało dwóch mężczyzn, mówiących z silnym szkockim akcentem. Kiedy zobaczyli wchodzących, zdziwili się, ale podeszli, by podać im ręce.

- Witam. Jestem Jack Dawson – Jack uścisnął dłoń, a Fabricio zaraz wlazł na łóżko na piętrze.

- A gdzie jest Tom i Stan? – mruknął drugi mężczyzna.

- Oni… cóż, okoliczności zmusiły ich do pozostania w Irlandii – powiedział Fabricio, on i Jack wybuchli śmiechem, zostawili swoje prowizoryczne bagaże i wypadli na korytarz.

- No to chodźmy obejrzeć statek – rzekł Jack.

Poszli więc długim korytarzem na pokład. Przeszli dobry kawałek aż znaleźli się przy samym dziobie statku. Jack z radością wspiął się na barierkę i spojrzał przed siebie. Rozciągało się przed nim tylko morze, jego czarne wody łączyły się na horyzoncie z pięknym, błękitnym niebem. Fabricio stanął obok i wrzasnęli z radości.

- Patrz! – krzyknął nagle Jack z entuzjazmem, wskazując palcem na wodę. Przed płynącym statkiem szybko mknął delfin. Fabricio zaśmiał się.

- Następny! – mówił Jack co chwilę. – Widzisz? Teraz jest ich więcej! Popatrz! Ale Fabricio ze śmiechem spojrzał przed siebie.

- Już widzę statuę wolności – powiedział, dusząc się ze śmiechu i radości, która go dławiła. – Taką malutką, ale widzę!

Jack, wkrótce będziemy w domu! Jack skoczył jeszcze wyżej, na ostatni stopień barierki i wrzasnął:

- Jestem królem świata! - Wydali jeszcze jeden tryumfalny krzyk i długo jeszcze patrzyli się w morze, szczęśliwi i zamyśleni.

**

Kapitan J. Edward Smith obserwował ich z daleka. Zaśmiał się i upił nieco herbaty. Był w bardzo dobrym humorze – zaczynał się długi, wspaniały rejs… Wiedział, że to na nim spoczywa odpowiedzialność za cały statek, ale nie bał się jej. Patrzył w morze z wielkim zadowoleniem. W tym momencie podszedł do niego jego zastępca, Moody.

- Proszę go wyprowadzić w morze! – zawołał uroczyście Smith. – Niech rozwinie skrzydła! Polecenie zostało wydane. Statek z coraz większą szybkością mknął ku Ameryce, pozostawiając za sobą wybrzeże Irlandi.

 

 

W tym samym czasie, w innej części statku, Cal oglądał swoje luksusowe pokoje. Miał własny pokład spacerowy, okazały salon i piękną sypialnię. Przeszedł do przylegającego pokoju pań: Ruth i Rose. Ruth siedziała przy stoliku, popijając herbatę. Cal spojrzał z ukosa na Rose, która krzątała się po pokoju, wydając służącym polecenia co do obrazów.

- Znów te bohomazy – mruknął nieco niezadowolony.

Rose dopiero wtedy zauważyła jego obecność. Uniosła brew i powiedziała:

- Cal i ja różnimy się smakiem. Ja go mam – dodała i spojrzała z fascynacją na abstrakcyjny obraz z wieloma twarzami.

- Wyrzucone pieniądze – nie dawał za wygraną Cal. – Przynajmniej były tanie.

Rose westchnęła, wyraźnie poirytowana.

 

 

- Spójrz na nie – przekonywała z pasją. – Są jakby ze snu! – przeniosła wzrok na następny obraz, piękną mieszaninę barw. – Prawdziwe, choć nielogiczne…

Cal tylko prychnął. Ruth rzuciła Rose protekcjonalne spojrzenie znad filiżanki, mówiące „Rose – nie - rób – scen”.  

- Kto je malował? – zapytała nieśmiało jedna ze służących, wieszając obraz na ścianie.

- Nie wiem, chyba jakiś Picasso – powiedziała, wzruszając ramionami.  

- Rose, idziemy dzisiaj na pierwszą kolację - Cal zbliżył się do Rose. - Chę abyś wyglądała pięknie.

- Postaram się i... będę o tym pamiętać - powiedziała Rose, spuszczajac głowę. Nie miała już ochoty na rozmowę z Calem.

- Dokończymy później - skinęła na służące. - Idę do siebie, jestem zmęczona. Wybacz. Mamo... Cal...

I wyszła. Trzasnęła drzwiami swojego pięknego pokoju i usiadła w fotelu przy kominku. Patrzyła w rozżarzone węgielki, których blask odbijał się w jej pięknych oczach. Czła, jakie jej życie jest puste, jakie smutne... Ta wieczorna kolacja - będzie to kolejne nudne spotkanie arystokracji, na którym ona będzie powstrzymywać ziewanie. Ze strachem myślała o zakończeniu podróży Titanica i oficjalnym ogłoszeniem jej zaręczyn z Calem...

W końcu oparła głowę o poręcz fotela i zdrzemnęła się.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

cześć 2

piątek, 21 grudnia 2007 13:15

Początek pierwszego rejsu... (cz.2)

 

Kiedy Rose, Cal i Ruth wsiadali do Titanica, w tym samym czasie, w portowej knajpce przy dalekim stoliku w kącie siedziało czterech mężczyzn. Nie interesował ich Titanic, ani to, co działo się w zatłoczonym porcie. Siedzieli, każdy miał w ręku papierosa i karty. Wokół nich unosiły się kłęby dymu.

Przy stoliku panowała cisza, wszyscy byli bardzo skupieni. Jack Dawson i Fabricio, jego przyjaciel, ot tak, przyszli obejrzeć Titanica, aż dwójka Irlandczyków nie zaprosiła ich do knajpy na partyjkę pokera. Dwójka przyjaciół ograła Irlandczyków bardzo szybko, aż jeden z nich, imieniem Tom, bardzo się nie zdenerwował, i postawił bilet swój i swego przyjaciela, Stana. Miała to być ich ostatnia partia, bo Tom i Stan musieli zaraz biec na Titanica.

- Jack, nie! – syknął Fabricio, patrząc z przerażeniem, jak Jack wysypuje wszystkie ich pieniądze na stół, chcąc je obstawić. – To cały nasz dobytek!...

- Kto nie ma nic, nie ma nic do stracenia – mruknął Jack z uśmiechem i filuternym błyskiem w oku. Fabricio westchnął z rezygnacją.

- Głupi! Postawiłeś nasze bilety! – Stan był bardzo zdenerwowany. – I tak powinniśmy już iść!...

- Nie – uparł się Tom. – Dokończymy. Grali dość długo, aż w końcu Tom odpowiedział z przewrotnym uśmieszkiem:

- Kareta… i co wy na to?

Jack zaśmiał się, a potem odsłonił karty.

 - Poker – mruknął cicho. A potem wszyscy zamarli. Przez sekundę wszyscy wpatrywali się w monety i bilety… A potem Fabricio i Jack wstali z triumfalnym krzykiem radości, zebrali troskliwie pieniądze i bilety, ucałowali je i wrzasnęli: - Płyniemy do Ameryki! Nareszcie!!!

 - Wracam do domu! – krzyczał Fabricio. Tom i Stan siedzieli oniemieli przy stole, tkwiąc w szoku.

 - Kolego – zawołał barman, patrząc na zegarek zaniepokojony. – Nie ty. Titanic płynie do Ameryki… za pięć minut!

- Cholera! – zaklął Jack i razem z Fabricio wybiegli z knajpy.

– Nie zapomnimy was! – wrzeszczeli. I puścili się biegiem przez port, zręcznie przepychając się przez tłok.

- I klasa! Błękitna krew! Luksus! Milionerzy! – wrzeszczeli, biegnąc jak szaleni. Kiedy dobiegli do wejścia dla III klasy, drzwiczki już się zamykały. - Jeszcze my!!! – zawołali. Marynarz stojący przy wejściu obejrzał bilety i spojrzał na nich.

- Wskakujcie – mruknął. Jack i Fabricio pobiegli wysokimi schodami na pokład. Zebrał się tam spory tłum, machający na pożegnanie zebranym w porcie. Przyjaciele przyłączyli się do nich. Jack zobaczył w dali pobladłe twarze Stana i Toma, roześmiana twarz barmana…

- Kochamy was!!! – wrzasnął, gdy statek nareszcie ruszył z głośnym turkotem, żegnany setkami okrzyków.

- Nigdy was nie zapomnimy! – wrzasnął Fabricio. – My to mamy szczęście! Pięć minut temu biedne szczury, teraz pasażerowie najbardziej luksusowego statku White Star Line!

Jack zaśmiał się.

- Istotnie – rzekł. – Chodźmy na dół.

I odeszli.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

uwaga

piątek, 21 grudnia 2007 13:11

                                                                                    Uwaga!!!!!!!!!!!!!!!!!111

   w garelii titanic są nowe foteczki a raczej sklejki zobaczcie i komentujcie napewno sie odwdziecze

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czesc 1

czwartek, 20 grudnia 2007 17:24
Początek pierwszego rejsu..." (cz.1)

Port w Southampton zawsze wydawał się być ogromny, dziś jednak w zgiełku, jaki tam panował, i gwaru tysięcy znajdujących się tam ludzi, nagle jakby gwałtownie się zmniejszył. Wszyscy poruszali się z wielkim podnieceniem i poruszeniem, była to mieszanina ludzi pięknych, bogatych, biednych, marynarzy, sług i mnóstwa innych ludzi.

Wszyscy przybyli tutaj do portu, aby podziwiać skąpany w blasku jasnego słońca najnowszy "produkt" White Star Line - wspaniały statek R.M.S Titanic. Był to największy i najbardziej luksusowy statek stworzony ludzką ręką do tej pory. Jego ogrom był piękny i wspaniały, porażał biednych pasażerów III klasy. Płynął do Ameryki. Biedni pasażerowie mieli miny pełne zachwytu, bogata elita przyglądała mu się z chłodnym zachwytem.  

W porcie wciąż panował ogromny zgiełk. Ludzie wciąż poszczekiwali "Pasażerowie III klasy do kontroli sanitarnej"! "Samochód państwa Ismay do magazynu numer 3!"

Wtedy właśnie do portu zajęchał luksusowy samochód. Wiadomo było - to kolejna śmietanka towarzyska I klasy zajechała, aby wsiąść na statek.

Drzwiczki auta otworzyły się szybko i wyleciał z nich szofer. Usłużnie pomógł wysiąść ślicznej panience, ubranej w ładną sukienkę w czarne pasy. Piękne, gęste, rude włosy miałya przystrojone ogromnym fioletowym kapeluszem.

- Dziękuję - rzuciła niedbale, i spojrzała chłodno na stojący niedaleko statek.  Nie wzbudził w niej jednak wielkiego zachwytu.

- O co tyle szumu - mruknęła dumnie, odwracając się do przystojnego mężczyzny w meloniku, który właśnie wysiadł z auta.  - Nie jest wcale większy od "Mauretani"...

- Nie bądź taka zblazowana - zawołał Cal Hockley, bo tak nazywał się mężczyzna. Był narzeczonym Rose. - Jest o prawie 100 stóp dłuższy i o wiele bardziej luksusowy!

Rose prychnęła i ponownie obrzuciła statek protekcjonalnym spojrzeniem. Cal podał rękę wychodzącej właśnie Ruth DeWittBukater, matce Rose, chudej kobiecie o rudych włosach.

- Trudno ją czymkolwiek zadziwić - mruknął Cal z uśmiechem.

Ruth zaśmiała się chłodno i spojrzała na statek.

- Więc to jest to niezatapialne cudo? - powiedziała ze średnim zainteresowaniem. Cal już uwijał się, wydając służbie polecenia co do pakunków. Chwilę później spojrzał na złoty zegarek.

- Miłe panie - zwrócił się do Rose i Ruth - pośpieszmy się.

Podał Rose ramię. Rose z wyraźną niechęcią wsunęła pod nie swoją dłoń. I wszyscy trzej ruszyli ku schodkom do wnętrza "Titanica".

Rose czuła smutek i ból. Tianic nie był dla niej wspaniałym cudem techniki. Wszyscy widzieli w nim statek marzeń - dla niej był statkiem niewolników, którym wracała do Ameryki, zakuta w łańcuchy. Potulnie grała panienkę z dobrego domu - w duszy jednak krzyczała z rozpaczy...

Doszli do szczytu schodków. Kilka eleganckich marynarzy powiedziało "Witamy na Titanicu!"

- Choćmy od razu do naszych pokoi - powiedziała słabo Rose.

- No... dobrze - powiedział Cal, który był w swoim żywiole między tymi wszystkimi bogatymi ludźmi.

Ruszyli przez piękne marmurowe, lśniące sale. Zaczynał się dziewiczy rejs...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowe opowiadanie

czwartek, 20 grudnia 2007 17:24

miałam troche czasu i uregulowałam sprawy w szkole wiec zaczełam pisać opowiadanie właśnie niedawno skończyłam pisać go na kompie wiec teraz moge go wkleić jest w nim troche pomysłu mojego ale wiekszość zgapiłam z filmu mam nadzieje że wam sie podoba miłego czytania !

piszcie komentarze pliss


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ciekawostki

czwartek, 13 grudnia 2007 15:21

* Rose tylko raz mówi Jackowi "Kocham cię". On nie wypowiada tych słów ani razu.

* Jeden z mężczyzn w łodzi ratunkowej ma elektroniczny zegarek.

* Broń, której używa Cal to model 1911A1, zmodyfikowana wersja z roku 1911, która ukazała się dopiero po 1926 roku.

* W zbliżeniu twarzy Kapitana Smitha widać, że nosi on soczewki kontaktowe.

* Kiedy Rose odkłada topór, aby zdjąć płaszcz, umieszcza go pomiędzy dwiema rurami. W następnym ujęciu topór znajduje się w zupełnie innym położeniu niż na początku i leży tylko na jednej rurze.

* Chcąc wydobyć topór Rose rozbija gablotę. Jednak kiedy ma już topór i odchodzi gablota znów jest cała.

* Jack wypowiada imię Rose 76 razy.

* W rzeczywistości załoga ludzi ratunkowej nr 14 nie miała latarek kiedy szukali w wodzie ocalałych. Cameron wiedział o tym, ale użył w scenie latarek, aby zapewnić oświetlenie planu.

* Kwestia wypowiedziane przez Leonarda: "Jestem królem świata" zwyciężyła w rankingu na najbardziej tandetną kwestię filmową. Wyniki zostały opublikowane w Mikołajki 2004 roku. W sondzie udział wzięło ponad 2000 kinomanów.

* Podczas obiadu rękawiczki Rose na przemian pojawiają się i znikają.

*  Mimo, że oficer Murdoch popełnił samobójstwo, zaledwie kilka chwil później widać go w jednej z szalup ratunkowych.

* W pewnej scenie widzimy Johna Jacoba Astora (najbogatszego człowieka na pokładzie) znajdującego się na statku w czasie gdy ten już tonie. W rzeczywistości jednak pan Astor został przygnieciony kominem zanim jeszcze statek zaczął iść na dno.

* Kiedy Rose szuka kogoś kto mógłby pomóc Jackowi uderza w nos portiera, który zaczyna krwawić. Jednakże krew na reku Rose pojawia się jeszcze przed uderzeniem.

* Kiedy Jack daje Rose liścik z prośbą o spotkanie jest on żółty, jednak kiedy dziewczyna go czyta, kartka jest biała.

* Gloria Stuart, ucharakteryzowana na stuletnią staruszkę, miała wówczas 86 lat.

* Film kręcono od 16 września 1996 r. do 23 marca 1997 r.

* Kiedy Jack i Rose chodzą po statku tuż przed zatonięciem ma ona ubrane płaskie buty. Tymczasem po zatonięciu, kiedy Rose leży na szafie, ma na nogach szpilki.

* Podczas kręcenia scen w wodzie Kate Winslet dostała zapalenia płuc.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Edwart John Smith

piątek, 07 grudnia 2007 15:41

                                                                                                                                                                            Edward John Smith (ur. 27 stycznia 1850, zm. 15 kwietnia 1912) - pierwszy i zarazem ostatni kapitan RMS Titanic.

Po ukończeniu, w wieku 13 lat, szkoły podstawowej Etruria British School rozpoczął karierę na morzu jako chłopiec pokładowy. w 1867 r. zaciągnął się na statek Senator Weber, którym dowodził jego przyrodni brat Joseph Hancock. W 1875 r. Smith otrzymał patent oficerski i objął swoje pierwsze dowództwo na statku Lizzie Fennel. W 1880 r. rozpoczął pracę dla White Star Line gdzie dowodził statkami handlowymi na linii do Australii i pasażerskimi na linii do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce wyrobił sobie renomę znakomitego kapitana i zaczął dowodzić największymi i najnowocześniejszymi statkami White Star Line, m. in. Adriatic, Germanic, Majestic i Olympic. Został odznaczony Medalem Transportu, a po udziale w transportowaniu wojska w czasie wojny burskiej mianowano go honorowym komandorem Royal Naveal Reserve. W 1904 r. został mianowany komodorem floty White Star Line.

Wraz z żoną Eleonorą i córką Heleną mieszkał w okazałym domu w Southampton. Zarabiał 1250 funtów rocznie i dodatkowo 200 dolarów premii za każdy bezwypadkowy rejs statku pod jego komendą. (Dla porównania Frederick Fleet, obserwator na Titanicu, zarabiał ok. 60 funtów rocznie).

Przez lata służby kapitan Smith wyrobił sobie opinię "bezpiecznego kapitana". Niektórzy pasażerowie decydowali się na rejs przez Atlantyk tylko na statkach pod jego komendą. Mimo takiej opinii, miał w swojej karierze kilka niebezpiecznych sytuacji. W lipcu 1911 r. dowodzony przez niego Olympic, podczas manewrowania w Nowojorskim porcie, uszkodził holownik, a we wrześniu tego samego roku, doszło do kolizji Olympica z krążownikiem HMS Hawke.

W wieku 62 lat został kapitanem Titanica, w owym czasie największego i najbardziej luksusowego statku pasażerskiego na świecie. Miało to być ukoronowanie jego marynarskiej kariery, gdyż po ukończeniu dziewiczego rejsu statku miał zamiar przejść na emeryturę.

Na pokład wszedł 10 IV 1912 o 7 rano. O 12 w południe Titanic wyruszył w swój pierwszy, a zarazem ostatni, rejs do Nowego Jorku.

Wieczorem, 14 IV 1912 r., Smith brał udział w uroczystm przyjęciu wydanym na jego cześć przez Georgea Widenera i jego rodzinę. W związku z napływającymi meldunkami o napotykanych w okolicy górach lodowych, wyszedł wcześnie z przyjęcia. Udał się na mostek kapitański i poprosił pełniącego wachtę drugiego oficera Charlesa Lightollera, aby ten informował go w razie niebezpieczeństwa, a następnie poszedł spać. Około 23.40 Titanic zderzył się z górą lodową. Smith pośpieszył na mostek, odebrał raport o wypadku od pierwszego oficera Williama Murdocha, polecił drugiemu oficerowi przygotowanie łodzi ratunkowych i udał się, razem z Thomasem Andrewsem, na inspekcję statku.

Niewiele wiadomo co działo się ze Smithem bezpośrednio przed zatonięciem statku. Ostatni raz widziano go na mostku kapitańskim. Jego ciało nie zostało odnalezione.

29 VII 1914 r. w Lichfild odsłonięto, ufundowany przez córkę, pomnik kapitana Edwarda Johna Smitha.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

my heart will go on

piątek, 07 grudnia 2007 15:34
 
Evry nigth in my dreams
I see yoy, I feel you,
That is how I know yoy go on


Far across distance
And spaces between us
You have come to show you go on


Near,far wherever you are
I believe that the heart does go on
Once more you open the door
And you're herein my heart will go on and on


Lowe can touch us one time
And last fot a life time
And never let go till we're on


Lowe was when I loved ypu
One true time I hold you
In my life we'll always go on


Near,far,wherever you are
I believe that the heart does go on
Once more you open the doorr
And you're here in my heart
And my heart will go on and on


You're here, there's nothing I fear,
And I know that my heart will go on
We'll stay forever this way
Yoy are safe in my heart
And my heart will go on and on.

A teraz tlumaczenie


Kazdej nocy, w moich snach
Widze Cie, czuje Cie
Tak jest kiedy czuje ze odejdziesz

Przez wielka odleglosc przychodzisz
I przestrzen między nimi
Przychodzisz aby pokazac, że odchodzisz

Blisko,daleko,gdziekolwiek jestes
Wierze,że serce czuje
Jeszcze raz otwierasz dzwi
I jestes ty, w moim sercu
A moje serce bedzie czulo,czulo

Milosc moze nas dotknac jeden raz
I moze nas dotknac jeden raz
I ostatni w zyciu raz
I nigdy nie przeminie odkad jestemy razem

Miloscia bylo kiedy Cie kochalam
Jeden prawdziwy czas i nie przestane
W moim zyciu zawsze bedziemy isc przez siebie

Blisko,daleko,gdziekolwiek jestes
Wierze,ze serce czuje
Jeszcze raz otwierasz dzwi
I jestes tu w moim sercu
A moje serce bedzie czulo i czulo

Jestes tu, niczego sie nie boje
I wiem, ze moje serce bedzie czulo
Na zawsze zostaniemy na tej scieżce
W moim sercu jestes bezpieczny
A moje serce bedzie czulo i czylooo

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowe info

środa, 05 grudnia 2007 17:51
Budowa "Titanica", która miała miejsce w stoczni w Belfaście, trwała dwa lata, wyposażanie - kolejny rok. Dzięki wybitnym osiągnięciom technicznym - a także intensywnej kampanii reklamowej White Star Line - oddaniu statku do użytku towarzyszyło ogromne zainteresowanie prasy i światowej opinii publicznej.
"Titanic" opuścił dok Southampton mniej więcej w południe w środę 10 kwietnia 1912 zatrzymując się następnie w Cherbourgu we Francji, gdzie na pokład wsiedli "niezatapialna" Molly Brown i najbogatszy z pasażerów John Jacob Astor. Ostatnim portem na drodze do Nowego Jorku był - dla 2.223 ludzi zgromadzonych na pokładzie - Queenstown na południowym wybrzeżu Irlandii.
Pomimo ponawianych ostrzeżeń o górach lodowych "Titanic" uderzył w jedną z nich o godzinie 23.40 w dniu 14 kwietnia, w niespełna pięć dni po wyruszeniu w swój pierwszy rejs. O 2.30 rano 15 kwietnia przełamany na pół statek spoczywał już na dnie Północnego Atlantyku.
"Titanic" nie zatonął od tak sobie - mówi kierownik produkcji Rae Sanchini. - Rozpadł się na dwie części na powierzchni morza, a w pewnym momencie jego rufa ustawiona była niemal prostopadle do niej. Rozmiary tragicznej katastrofy w pełni odpowiadają pretensjonalnej nazwie statku. Pierwsza podróż "statku marzeń" zakończyła się koszmarem, który przeszedł wszelkie wyobrażenia. Była to nie tylko największa katastrofa w dziejach, ale i punkt zwrotny w historii świata. W pewnym sensie wyznaczył on koniec wieku niewinności, rozwiał złudzenia co do postępu i techniki, dobitnie pokazał, że urodzenie i klasa wyznacza miejsce w społeczności. Na "Titanicu" szansa na przetrwanie była wypadkową klasy i płci.
Katastrofa pochłonęła życie 1.500 mężczyzn, kobiet i dzieci. Do tragedii przyczyniły się niewyobrażalne błędy w nawigacji, niedostatek komunikacji, brak wyznaczonych reguł postępowania na wypadek nagłych sytuacji, niewystarczająca liczba łodzi ratunkowych, akceptowanie przywilejów klas wyższych, przejmujące zimno, mrok bezksiężycowej nocy oraz najróżniejsze niedopatrzenia i zaniedbania. Nawet jeśli komuś udało się przetrwać sam moment katastrofy, szybko zapadał na hipotermię w wodzie o temperaturze minus czterech stopni.
Wydarzenia ostatnich godzin "Titanica" są po dziś dzień analizowane przez naukowców i ekspertów, którzy wciąż występują z coraz to nowymi, najczęściej sprzecznymi z sobą teoriami. Niewiele uwagi poświęca się jednak ludzkiemu wymiarowi tragedii...
James Cameron mówi: "Titanic" był pierwszym sygnałem alarmowym dwudziestego stulecia. Technologia regularnie karmiła nas swymi cudami: automobilem, nagraniami dźwięku, komunikacją radiową, aeroplanem, ruchomymi obrazami. Wszędzie kryły się nieograniczone możliwości, wszystko wydawało się wielkie i wspaniałe w nigdy nie kończącym się pochodzie postępu. Aż tu nagle bum, 1.500 ludzi idzie na dno w statku, który reklamowano jako najlepszy, najbezpieczniejszy, najbardziej luksusowy, jaki kiedykolwiek zbudowano. Nasze przekonanie o panowaniu nad naturą legło w gruzach raz na zawsze.

Kilka faktów:
- Skrót R.M.S. oznacza "Royal Mail Steamer".
- "Titanic" był drugim z trzech liniowców o podobnych rozmiarach, których budowy podjęła się linia White Star, by wygrać wyścig o przejęcie kontroli nad transportem pasażerskim na Atlantyku.
- "Titanic" mierzył 269 metrów, więcej niż którykolwiek z nowojorskich drapaczy chmur.
- Sam tylko ster "Titanica" ważył 101 ton, więcej niż cały statek Krzysztofa Kolumba "Santa Maria".
- Zapasy mięsa na "Titanicu" ocenia się na przeszło 45 ton.
- Łodzie ratunkowe mogły pomieścić jedynie połowę pasażerów "Titanica".
- W swój inauguracyjny rejs "Titanic" zabrał 2.223 osób.
- Maksymalna prędkość "Titanica" wynosiła 23 węzły.
- Bilet pierwszej klasy na "Titanica" kosztował w 1912 roku 3.100 $, co odpowiada dziś 124.000 $, podczas gdy bilet trzeciej klasy kosztował 32$, co jest dziś odpowiednikiem 1.300$.
- Sam "Titanic" kosztował 7.5 miliona $ w roku 1912.
- Wypływając z doków 10 kwietnia 1912 "Titanic" omal nie zderzył się ze statkiem "New York". Pasażerów ogarnęły poważne wątpliwości co do bezpieczeństwa i manewrowności nowego typu olbrzymich transatlantyków. Była to zapowiedź tragicznego końca podróży...
- Wzorem dla dekoratorów kabin klasy pierwszej był Pałac Wersalski.
- Inne przepływające w pobliżu statki wysyłały na "Titanica" wiadomości ostrzegające o możliwości kolizji z górami lodowymi.
- "Titanic" miał 16 wodoszczelnych grodzi zmniejszających ryzyko zatonięcia. Kolizja z górą lodową uszkodziła 5 z nich, co wystarczyło, by posłać statek na dno.
- Kobietom i dzieciom z pierwszej i drugiej klasy przyznano pierwszeństwo w zajmowaniu miejsc w łodziach ratunkowych.
- W pierwszej łodzi ratunkowej, którą opuszczono na wodę, było 28 pasażerów, choć mogła ona pomieścić 65.
- W czasie, gdy "Titanic" tonął, na pokładzie grała orkiestra, co miało uspokoić pasażerów oczekujących na ratunek.
- Członkowie załogi blokowali wyjścia z pokładu klasy trzeciej, aby nie dopuścić zamkniętych tam mężczyzn do łodzi ratunkowych.
- Tylko jedna z łodzi ratunkowych powróciła po zatonięciu "Titanica", by ratować ocalałych przy życiu, choć wszystkie mogły pomieścić więcej pasażerów.
- "Titanic" przełamał się na pół, zanim zatonął na dobre w Atlantyku.
- Nawet, gdy statek zaczynał już tonąć, wielu pasażerów nie wierzyło, że może on rzeczywiście pójść na dno.
- Po tym, jak "Titanic" uderzył w górę lodową, ludzie wylegli na pokład, aby bawić się kawałkami lodu.
- Początkowo większość pasażerów pierwszej klasy nie chciała wyjść na pokład i skarżyła się na niewygody akcji ewakuacyjnej.
- W czasie katastrofy obok "Titanica" przepływał nigdy nie zidentyfikowany statek, który nie odpowiedział na sygnały ratunkowe i odpłynął w mrok nocy.
- Statek "Carpathia", który odpowiedział na sygnały ratunkowe "Titanica", zjawił się na miejscu katastrofy w niespełna dwie godziny po tragedii.
- Uratowano 60% - czyli 199 - pasażerów klasy pierwszej, a tylko 25% - czyli 174 - pasażerów klasy trzeciej. Uratowano zaledwie 32% wszystkich ludzi, którzy tamtej nocy znajdowali się na pokładzie "Titanica
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

aktorzy

sobota, 01 grudnia 2007 9:07
                    aktorzy :)
 Leonardo DiCaprio jako Jack Dawson
 Kate Winslet jako Rose DeWitt Bukater
 Billy Zane jako Cal Hockley
 Kathy Bates jako Molly Brown
 Frances Fisher jako Ruth DeWitt Bukater
 Bernard Hill jako Capitan E.J. Smith
 Jonathan Hyde jako Bruce Ismay
 David Warner jako Spicer Lovejoy
 Victor Garber jako Thomas Andrews
 Danny Nucci jako Fabrizio De Rossi




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

titanic

sobota, 01 grudnia 2007 8:50
Titanic1 leci na polsacie 03.12.2007 oglądajcie
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nowy Filmik

piątek, 23 listopada 2007 15:26
Dla fanów “Titanica” mam dobrą wiadomość: DiCaprio i Kate Winslet pojawią się na planie filmowym. Tytuł nowej produkcji - “Revolutionary Road”. Film opowiadać będzie o rozczarowaniu powojenną rzeczywistością, a wyreżyseruje go Sam Mendes, twórca “American Beauty“, prywatnie mąż Kate. (*-*)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Cytaty

piątek, 16 listopada 2007 14:49
TITANIC-cytaty

*Proszę wpuścić go na morze, panie Murdock

^Take her to sea Mr. Murdoch (ang.)

Postać: kapitan Smith

* Żegnajcie, żegnajcie! Nigdy was nie zapomnę!

^ Goodbay! Goodbay! I will never forget you! (ang.)

Postać:Fabrizio

* -Płynę do Ameryki, ha!

- Nie! To Titanic płynie do Ameryki, i to za pieć minut!

^-I'm going to Amerika, ha!

-No! Titanic is going to America. In five minutes! (ang.)

Postaci:Fabrizio i Barman

* Widzę już Statuę wolności! Bardzo małą, oczywiście.

^ I can see the Statue of Liberty. It's very small of course. (ang.)

Postać: Fabrizio

*Jestem panem świata!

^I'm king of the world! (ang.)

Postać: Jack Dawson

*To było moje! Jakie to niezwykłe! I wygląda dokładnue tak samo, kiedy ostatni raz je używałam... Tylko odbicie się zmieniło.

^ This was mine.How extraordinary! And it looks the same as when I last used it... The reflection's changed a bit (ang.)

Postać: Rose Calvert

* Minęły osiemdziesiat cztery lata, a ja wciąż czuję zapach świeżej farby. Zastawa była nowiutka, a pościel nie uzywana. Titanic był nazywany statkiem marzeć. I taki był. Naprawdę taki był.

^It's been 84 years, and I can still smell the fresh paint. The china had never been slept in. Titanic was called the Ship of Dreams, and it was. It really was. (ang.)

Postać: Rose Calvert

* Potem siedmiuset ludzi w łodziach mogło jedynie czekać. Czekać na śmierć, czekać na przeżycie, czekać na rozgrzeszenie, które nigdy nie madeszło.

^Afterward, the seven hundred people in the boats had nothing to do but wait: wait to die, wait to live, wait for an absolution which would never come. (ang.)

Postać: Rose Calvert

*- Nie wygląda na wiekszy od Mauretanii.

- Możesz być zblazowana pewnymi rzeczami, ale nie Titanikiem! Jest o sto stóp dłuższy i dużo bardziej luksusowy niz Mauretania.

^- It doesn't look any bigger than the Mauretania.

-You can be blase abaunt some things, Rose, but not abaunt Titanic. It's over a hundred feet longer than the Mauritania and far more luxurious. (ang.)

Postaci: Rose DeWitt Bukater, Caledon Hockley

* - Więc to jest statek nazywany niezatapialnym?

-On jest nie do zatopienia. Nawet Bóg by tego nie mógł zrobić.

^ -So this is the shio they say is unsinkable.

- It is unsinkable. God himself cauldn't sink this ship (ang.)

Postaci: Ruth DeWittBukater, Caledon Hockley

*- Jestes szalony!

-Wszyscy mi to mówią, ale z całym szacunkiem, to nie ja stoję zawieszony na barierce rufowej.

^- You're crazy!

-That's what everybody says, but with all due respect miss, I'm not the one hanging off the back of a ship here. (ang.)

Postaci: Rose DeWitt Bukater, Jack Dawson

*- Wydaje mi się, że rumienisz się, panie artysto wielki. Nie wyobrażam sobie zarumienionego Moneta.

-On malował krajobrazy.

^-I belive you ale blushing, Mr. Big Artiste. I can't imagine Mansier Monet blushing.

- He does landscapes. (ang.)

Postaci: Rose DeWitt Bukater, Jack Dawson

* Prasa zna już rozmiar statku, teraz chcę, by doznała zdumienia jego prędkoscią. Musimy im daćjakiś temat do opisania. Dziewiczy rejs Titanica musi trafić na czołówki gazet!

^ The press knows the size of Titanic, now I want them to morvel at her speed, too. We must give them something new to print. And the maiden voyage of Titanic must make headlines! (ang.)

Postać: Bruce Ismay

*Muzyka nawet przy tonięciu. Teraz widzę, że to pierwsza klasa.

^Music to drown by. Now I know I'm in first class. (ang.)

Postać:Tommy Ryan

* - Pompy dadzą nam trochę kupinego czasu, lecz będą to jedynie minuty. Od teraz nie ważne, co zrobimy- Titanic pójdzie na dno.

- Ale ten statek nie moze zatonąć!

- Jest zrobiony z żelaza. Zapewniam pana, może. I zatonie z całą pewnością.

^- The pumps will buy you time, but minutes only. From this moment, no matter what we do, Titanic will founder.

- But this ship can't sink!

- she is made of iron, sir. I assure you, she can. And she will. It is mathematical certainty. (ang.)

Postaci:Thomas Andrews, Bruce Ismay

*- Ile dusz na pokładzie, panie Murdoch?

- Dwa tysiące dwieście, panie kapitanie

- Cóż, jednak trafi pan na czołówki gazet, panie Ismay.

^-How many souls on board, Mr.Murdoch?

-2,200 souls on board, sir.

-Well, I belive you may get your headlines, Mr.Ismay. (ang.)

Postaci: kapitan Smith, oficer Murdoch

*-Panie Andrews! Widziałam górę lodową, a teraz widzę ją w pańskich oczach. Proszę wyjawić mi prawdę.

-W ciągu godziny wszystko to, co tu widzisz, znajdzie się na dnie Atlantyku. Proszę jak najszybciej udać sie do szalupy!

^ - Mr.Andrews! I saw the iceberg, and I see it in your eyes... please, tell me the truth!

- In anathor hour, all of this, all you see here... will be at the buttom of the Atlantic. Please get to a lifeboat as fast as you can! (ang.)

Postaci:Rose DeWitt Bukater, Thomas Andrews.

* - Przepraszam panie Andrews, ale policzyłam szalupy i wydaje mi się, że na pokładzie nie ma wystarczającej ich ilosci.

- W rzeczywistości, dla połowy. Nic nie ujdzie pani uwadze. Zamierzałem wstawić tu więcej szalup, lecz podniosły sie głosy, że zaśmieci pokład.

- Strata miejsca. Ten statek jest niezatapialny.

^- Exuse me, Mr.Andrews, but I've been doing the math in my head and it seems that with the number of people there are on board, there aren't enough liveboats.

- Not eneugh by half actually. Gosh, Rose, you miss nothing do you? I had originally intended for there to be more, but it was thaught by some that in would make the decks seem too cllutered.

- A waste of space as it is on an unsinkable ship. (ang.)

Postaci: Rose DeWitt Bukater, Thomas Andrews, Caledon Hockley

*- Kocham cię, Jack!

-Nie rób tego, nie zegnaj się!

- Tak mi zimno...

- Przeżyjesz, będziesz miała mnóstwo dzieciaków, będziesz patrzeć, jak dorastają. Umrzesz jako stara babcia we własnym ciepłym łóżku. Nie tutaj, nie tej nocy. Rozumiesz mnie? Wygrana tego biletu dała mi najlepszą rzecz, jaką mogłem spotkać- ciebie. Jestem wdzięczny za to, wdzieczny jestem losowi. Musisz zrobić dla mnie przysługę. Obiecaj mi że przezyjesz. Że nie poddasz się, bez względu na to co sie zdarzy, nie ważne jak beznadziejna będzie sytuacja. Obiecaj mi, Rose, i nigdy nie złam przysięgi.

- Obiecuję

-Nigdy się nie poddaj.

- nie poddam się, Jack. Nie poddam się.

^- I love Jack.

- Don't you do that, don't say your good-byes

-I'm so cold

- You're gonna go on, and make lots of babies, and watch them grow. You're gonna die an old lady, warm in her bed. Not here, not this night. Do understand me? Winning that ticket, Rose, was the best thing that ever happened to me... it braught me to you. And i;m thangful for that, Rose. I'm thankful. You must do me this honor, Rose. Promise me you'll survive. That you won't give up, no matter what hapens, no matter how hopeless. Promise me now, Rose, and never let go of that promise.

-I promise

- Never let go.

- I'll never let go. I'll never let go, Jack. (ang.)

Postaci: Rose DeWitt Bukaret, Jack Dawson.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historia 7a

czwartek, 15 listopada 2007 19:58
Rozdzial 30
Ranek.Czas by ludzie udali sie szukac porzadnej pracy i domu.Probowała sie załapac
jako pielęgniarka ale nie bylo juz miejsc.Gdy juz przyszedł zmrok Rose usiadła
na jednym z dziedzińcu , skuliła swoje lodowate nogi i zamkneła oczy.Po paru godzinach
Rose sie ubudziła.Obudził jej harminder dobiegajacy z ulic.Jezdziły nim konie i
jakies powozy.Rose wstała i poszła szukać jakiegoś pobliskiego koscioła.Gdy
juz wreszcie znalazła weszła i się pomodliła.Była tuż przy cmentarzu.Mówi:
-Boże..Nie wiem co robic..pomóż mi
Po dluzszym czasie Rose wyszła.Poszła usiaść na ławkę.Nagle z niewiadomo kąd wyszedł
jakis facet.Dosyć przystojny szatyn w kubraku.
-Dzień dobry-powiedział stanowczo do Rose
Ale ona nie odpowiedziała
-DZIEN DOBRY-powtorzył
Rose sie w konću obruciła i odpowiedziała:
-Cześć
-Co panienka robi sama o tej porze.Nie przemarznie panienka?
Rose na niego spojrzała po czym zemdlała z przemeczenia.Ten męzczyzna wział ją na
ramiona i zaniósł do siebie.
Mineła godzina.Rose leży na kanapie w domu tego męzczyzny.
-Dobrze, że przyniosłeś tą biedną kobiete.Widać , że bylo z nią źle.
Mówi matka tego męzczyzny.Patrzą obydwoje na Rose, którą okryli kocem.Matka poszla.
Mężczyzna siedział przy niej.Nagle Rose sie budzi.Rozejrzała sie.
-Gdzie ja jestem?-spytala parskliwym glosem Rose
-W moim domu.Byłas zmarznieta.Napij sie cherbaty.-poczym podal jej
-Dziekuje..Nie musiał pan.-parsknęła
Rose wstała i poszła do okna.
-A dokladniej to jaka miejscowośc? Nie poznaje otoczenia..-pyta sie Rose
-Znajdujemy sie w małym mieście Cedar Rapids.Słyszała panienka?-pyta sie mieszkaniec i podchodzi troche
bliżej
Ona sie odwróciła do niego.
-Nie slyszałam.-odparła
-jestem Patrick Calvert-przedstawił sie.Rose na niego spojrzała i przypomniała
sobie jak Jack powiedział:,,musiała bys mi to wypisac''..przypomniała jej sie ta
scena i posmutniała.-Coś sie stało?
-Nie, nie..Jestem Rose DeWi..Rose Dawson.Dawson
Tymczasem Caledon Hockley eks nazyczony Rose zgłosił zgubę diamentu.Za znalezienie
oferował wielką nagrodę.
Wieczór. Rose siedzi w pokoju i zaczęła pisać pamietnik.Pan Calvert dał jej pióro.
Jego treść to:
Kochany pamiętniku..
Nie mam już sił na nic.Tak jak otrzymałam moje szczeście tak szybko je straciłam.
Straciłam osobę którą pokochałam całym moim sercem.Jack był jedyną osoba, której
mogłam się zwierzyć, przytulić i kochać.Cały czas zadaję sobie pytanie:Dlaczego
on? Miało byc tak pięknie..mielismy razem wyjechać, spędzić całe zycie..A tu
spotkał go taki los..Jestem u obcych ludzi, tutaj jest całkiem inny świat.Lepszy..

Gdy Rose skończyła pisać popłakała sie.Podeszła do okna i spojrzała na otaczający
ją świat
Image and video hosting by TinyPic
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historia 7

czwartek, 15 listopada 2007 19:58
Rozdzial 27

Grajki caly czas graja.. a w miedzy czasie :
Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic
- pan Andrews stoi i zmienia wskazowki zegara...
- Starsze malzenstwo leza na lozku a obok nich sie wlewa woda. Sa skazani na smierc
i wiedza o tym. Chca razem umrzec.
- Matka dwojga dzieci opowiada im bajke...,,I żyli długo i szczęśliwie|przez następnych 300 lat''
Image and video hosting by TinyPic
-wszelkie rzeczy z kajut plywaja w wodzie...
-kapitana zalaloImage and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic
-ostatnia szalupa zostala. Przecinaja liny zeby ja odlaczyc od statku.
-ludzie wpadaja do oceanu ze statku
Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic
- przy tych wielkich schodach ci dzentelmeni siedza i sa przerazeni. Woda wlatuje.
Image and video hosting by TinyPic
Wrocmy do tych grajkow.
Image and video hosting by TinyPic
-Panowie, to był zaszczyt móc grać z wami dziś wieczór.-powiedzial jeden z nich.Odlozyli
skrzypce itp i pozegnali sie.

Tymaczasem Jack i Rose tak jak inni ludzie biegna aby sie ratowac.
Image and video hosting by TinyPic
-Musimy zostać na statku tak długo, jak to możliwe!-mowi Jack do Rose-Tędy!
Przez balustradę!Chodź, Rose. Skacz!
Rose skoczyla i sie przewrocila.Jack ja podniosl i dalej biegna w tym tlumie.
Wyjzeli na ocean. Ludzie skacza juz do niego.Nie widza ratunku.Ale Jack sie nie poddaje.
Nagle widza ksiedza trzymajacego sie.Przechodza obok jakies dziadka moglacego sie:
-Choćbym szedł doliną smierci...
-Szybciej przez ta doline-pogania go Jack. Przeszli dalej.

Image and video hosting by TinyPic

Tymczasem ludzie na tylach juz plywaja w wodzie... Na Fabrizia spadl 4 komin..Straszna
smierc...
Image and video hosting by TinyPic
Jack z Rose i inni ludzie biegna do gory.. do konca starku aby jak najdluzej utrzymac
sie na powiechni statku..Mijaja znowu ludzi podlacych sie..:
-Święta Mario, matko Boźa,módl się za nami grzesznymi teraz|i w godzinę śmierci naszej. Amen.
I ujrzałem niebo nowe|i ziemię nową,kiedy pierwsze niebo|i pierwsza ziemia przeminęły,
i nie było już morza.

Jack z Rose udalo sie dostac na koniec statku. Jack przutula Rose i mowi:
-zaraz bedzie po wszystkim...Zaraz
Image and video hosting by TinyPic

Oprucz nich byly jeszcze inne osoby co tam sie trzymali.Jeden z oficerow, jakas
kobieta bardzo zmarznieta, ksiadz i inni.Rose sie obejrzala i spojrzala na Jacka:
-Jack.. Tu sie poznalismy- usmiechnela sie lekko
Image and video hosting by TinyPic
Jack ja przytulil.
I ujrzałem niebo nowe|i ziemię nową,kiedy pierwsze niebo|i pierwsza ziemia przeminęły,
i nie było już morza i zamieszka z nimi,i będą jego ludem,i Bóg we własnej osobie|będzie z nimi
I Bóg otrze z ich oczu wszelką łzę a śmierci już odtąd nie będzie.ani żałoby, ani krzyku,ni troski, ni trudu.
ni cierpienia,bo pierwszy świat przeminął.

Tymczasem ludzie w szakupach obserwuja statek. Jest juz prawie pod kontem pionowym..
ludzie skacza ze statku...duzo w wodzie juz jest..
-Co za tragedia..-odzywa sie jakas kobieta..
-Wioslowac!-mowi oficer-Szybciej!

Tymczasem jakis gosciu na statku przeciol wylaczniki i prad sie odlaczyl.
Statek sie jeszcze bardziej przechylil.
-Musimi zmienic pozycje!-mowi Jack do Rose-Daj rękę.Przeciągnę cię na tę stronę.
Daj mi rękę!
-Nie moge
-Trzymam cie. Dalej!
Rose z pomoca Jacka przeszla na 2 strone barierki..statek nagle pęka!
- Co się dzieje, Jack?
- Nie wiem!
- Nie puszczaj!- Jack!
Tymczasem:
-Do wielkiej sali gdzie czekali na smierc dzentelmeni wlewa sie woda przez
wybita szybe..
-Wszystkie drzwi z pokoji wylatuja przez wode..
-ludzie w szalupach jak najszybciej wiosluja aby zapobiec sily wody
-ludzie w poszczegolnych pomieszczeniach juz nie zyja...niosa sie ku wodzie..
-talerze wypadaja zza szafek
-Ci co nie zdazyli sie czegos chwycil wlasnie spadaja na sam dol..
-Jakis facec spadl z samej gory zachaczajac o jedna ze śrób...
Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic
Statek podzielil sie na czesci.. 1 polowa zostala..2 wlasnie sie zanuża.Kominy
statku sie wywricily.Ci na gorze statku poczuli wielki wstrzas.Niektorzy sie
utrzymali lecz inni pospadali..Zostalo z 3 min do zatoniecia Titanica..Koniec statku
idzie na dno..Wszyscy sa przerazeni.Nie mozna tego inaczej opisac.
Image and video hosting by TinyPic
-To koniec-mowi Jack.
-O Boże!
-TRZYMAJ SIE.Statek wciągnie nas pod wodę.Zrób głęboki wdech, kiedy ci powiem.
Staraj się ocenić,gdzie jest powierzchnia.I nie puszczaj mojej ręki.Uda nam się,
Rose. Zaufaj mi.-Jack
-Ufam-spojrzala na niego Rose
Razem z innymi czekaja na zatoniecie...
-Gotowa?-pyta sie Jack-JUZ!
Rose tak jak Jack wziela gleboki oddech i wplyneli pod wode. Titanic juz jest pod woda..
Teraz ludzie musze wyjsc na powierzchni. Nagle Rose i Jack sie puscili pod woda..
Szukali sie jeszcze ale potem wyplywaja na powiechnie..
-Jack!
-Jack!
-Jack!
Image and video hosting by TinyPic
Rose nie widzi swojego ukochanego. Wola go. Wokol niej jest pelno innych osob.Setki ludzi
wolajach o pomoc..Gdzie jest Jack.Mysli sobie Rose...



Rozdzial 28
Titanic pod woda.Setki ludzi wolajacych o pomoc.Rose nie moze znalezc Jacka.Wola go.
Image and video hosting by TinyPic
-Jack!
Po jakies chwili ktos podplynol do niej i zaczał topicImage and video hosting by TinyPic.Nagle wylonil sie Jack i
uderzyl drania.
-Rose!Zostaw ją! Puszczaj!
Image and video hosting by TinyPic
Tamten gosciu odplynol.
-Jack
-Rose
Pocalowali sie.
-Płyń Rose! Musisz płynąć!-mowi Jack,ciagnie ja gdzies dalej.Rose stara sie plynać.
- Strasznie zimno!
-Plyn!
Podplyneli do jakis drzwi.Jack pomogl wdrapac sie Rose na nie. Sam tez probowal ale drzwi sie
wywrocili.
Image and video hosting by TinyPic
-Teraz będzie dobrze.-mowi Jack-Wrócą..
Jack sie rozglada.Caly czas jest wielki krzyk i panika u innych osob plywajacych.
-Wrócą po nas szalupy, Rose.Jeszcze trochę wytrzymaj.-jack-Odpłynęły,żeby ich nie wciągnęło..
ale...zaraz wrócą.
-WRACAJCIE!-wydziera sie oficer z gwizdkiem obok nich.
Tymczasem ludzie w szalupach chca wracac po tych co sa w wodzie. Ale oficerzy nie chca.
-Wracajcie!Na milośc boską!-mowi Molly Brown
-Nie rozumiecie. Jeśli wrócimy,przewrócą szalupę!-jeden z oficerow
- Ściągną nas na dno!
- Przestań gadać. Aż się boję.Dziewczęta, łapcie za wiosła.
Ale nikt nie zareagowal.
-Nie rozumiem żadnej z was...Tam są wasi mężowie!Tu jest duzo miejsca.
Image and video hosting by TinyPic
- Będzie go jeszcze więcej,jesli pani nie zamknie tej glupiej jadaczki!-oficer
Po jakis 30 minutach oficerrzy zdecydowali sie przeniesc ludzi do innych szalup i zwiazali
je.Teraz jest jedna szalupa dla osob ktore przezyli.Oficerzy jednak mysla ze tych
osob jest znacznie wiecej.
Tymczasem ludzie w wodzie zamilkli.Jack rozmawia z Rose. Jest im bardzo zimno a z
wlosow robia sie sopelki lodu.Z ust leci im para...
-Robi się ciszej-powiedziala Rose
-To musi potrwać parę minut,zanim zorganizuja szalupy.Nie wiem jak ty,ale ja zamierzam
wysłac zaźalenie do dyrekcji linii White Star w związku z tym wszystkim-usmiechnal sie Jack.
Znowu minelo pare minut.Jack spojrzal na ludzi juz malo ruszajacych sie.
Rose na niego spojrzala i powiedziala:
-Kocham Cie Jack.
-Nie rób tego. Nie żegnaj sie-mówi resztkami sił bo jest im lodowato.-Rozumiesz mnie?
-Zimno mi...
Image and video hosting by TinyPic
-Wyjdziesz z tego.Uratujesz się i będziesz miała mnóstwo dzieci,bedziesz patrzyla
jak dorastaja..Umrzesz jako stara kobieta.We wlasnym łóżku.Nie tutaj.Rozumiesz mnie?
-Nie czuję już ciała
-Sluchaj.Wygrany bilet w karty to najlepsze co mnie spotkalo.Ta wygrana
dała mi ciebie...i jestem za to wdzięczny, Rose.Wdzieczny Rose....Musisz..
. Musisz...to dla mnie zrobic...Musisz mi obiecać że przeżyjesz,...że
nie poddasz się,...cokolwiek sie stanie zlego..Obiecaj mi to teraz, Rose.I nigdy
nie zlam tej obietnicy...
-Obiecuje.I nie zlamie-odpowiedziala i przysiegla
-Nigdy jej nie złamię, Jack.Nigdy...
Jack zamkną oczy.Wie, że niedlugo umrze..nie chce sie z Rose rozstawac.Ona
sie polozyla glową do gwiazd.Zaczela spiewać jakaś smutną pieśń.
Image and video hosting by TinyPic
Tymczasem oficerzy plyną szalupa po pozostakych. Jeden z nich swieci latarką bo
w nocy mala widac.Ale sie pomylil.Wszyscy byli martwi.
Image and video hosting by TinyPic
-Wioslowac!
Przeplyneli przez kobiete z dzieckiem, przez innych ludzi..
Image and video hosting by TinyPic-Czy widzisz, że ktoś się rusza?
-Nie, zadnego ruchu.
-Sprawdź tych.Upewnij się.
-Są martwi.
-Płyniemy dalej.
-Uwaga na wiosla.Nie uderzcie ich.
-Czy jest tu ktoś żywy?!
Czy ktoś mnie słyszy?
Czy jest tu ktoś żywy?!- z nadzieją,że ktos sie odezwie woła oficer.
Tymczasem Rose zauwazyla swiatlo.Spojrzala i widzi szalupy.Obruciła sie do opierającego
sie Jacka i budzi go:
Image and video hosting by TinyPic
-Jack..Jack...Szalupy juz są..Jack..Jack..Jack..JACK!..Jack?!..Szalupy Jack..Jack..-
Rose zrozumiala że Jack umarl.Zaczęła plakac.Zamkneła oczy i przypomniala sobie o
obietnicy która zlozyła Jackowi.Otworzyla je i powiedziala:
-Wracajcie.Wracajcie.-ale z jej ust wołanie to jak cichy szept bo ledwie mogła wymowic
jakies slowo przez to zimno.-Wracajcie!Wracajcie..Wracajcie!-lekko sie podniosla-Wracajcie!
wracajcie!
-Halloooooo!!!Czy ktos mnie slyszy???-woła nadal oficer
-Nie ma tu nikogo.-kolejny sie odzywa. A Rose nadal woła.Spojrzala na Jacka.Mocno chwyciła
jego rekę i powiedziala:
Image and video hosting by TinyPic
-Nigdy jej nie zlamię.Obiecuje...-pocalowala go w reke a on odplynoł w glębie oceanu..
To byl ostatni raz spedzony razem Jacka i Rose...
Image and video hosting by TinyPic
CDN...
( zrobilam sklejke i postanowilam dac na bloga.oto ona)
Image and video hosting by TinyPicRozdzial 29
Rose otarła lzy.Rozejrzala sie i myśli co zrobić zeby oficer w szalupie ja
zauwazył.Zobaczyla jakiegos innego oficera w wodzie.Z gwizdkiem.Rose zeszlą z drzwi
i zaczeła plynać z calych sił do niego.Wyjela mu z ust gwizdek i zaczeła dmuchac.
Image and video hosting by TinyPic
Oficer z szalupy uslyszal dzwiek.Świecił w nią latarka.Znalezli ja.

-Bogu dzieki ze pani żyje-doplyneli do niej i oficer to powiedzial.Wlozyli ja do
szalupy i okryli cieplym kocem.
Image and video hosting by TinyPicRose caly czas milczala.Myslala o Jacku..Była w szoku..
Po paru minutach doplynoł do nich duzy statek Carpathia.
Image and video hosting by TinyPicLudzie ocaleni z tragedii
wsiedli na ten statek.Po paru nastu godzinach nastał dzien.Carpathia doplyneła do
Ameryki.Rose patrzy na Statułe Wolnosci...
Image and video hosting by TinyPic
Port.Okolo 1000 ludzi sie uratowało.Rodziny tych ludzi przyjechali odebrac kobiety i dzieci..
i paru męzczyzn.Nagle pojawił sie Caledon.Ma nadzieje, że zobaczy Rose.Nie wiadomo
po co. Czy dlatego że ja kocha czy byc moze dlatego bo ona ma jego diament warty
bardzo wielka sume.Rose spojrzała spod koca.Zobaczyła go.Ale od razu sie obrucila, zauwazyła
ze on kogos szuka.
-Nie sądzę, by znalazł pan tutaj jakichś swoich krewnych.-mowi jakis przewodnik-To
trzecia klasa
Image and video hosting by TinyPic
Poszedl dalej.Ludzie zglaszają sie i pytają o krewnych.Jedni znalezli a drudzy
wracają z niczym.Po paru minutach Rose wstała i spoglada na rzeczywistosc.Podchodzi
do niej pan aby spisac nazwisko.
-Jak sie pani nazywa?
Ona na niego spojrzala i odpowiedziala:
-Dawson..Rose Dawson.
Image and video hosting by TinyPic
(mam tu filmik ale pomijajac oczywiscie
starsza Rose nie ;p)
-Dziekuje.-po czym poszedl.
Rose wlozyła ręce do kieszeni i poczyła cos.Wyjeła z plaszcza diament.Zdziwiła sie.
Ludzi ktorzy zostali bez rodziny przeniesli na jeden dzien do hotelu.Czyli tez Rose.

-Napije sie pani czegos?-zapytal sie jakis pan Rose w tym hotelu

Rose tylko spojrzala i patrzy w sciane..Tymczasem obok niej sa tez inni ludzie.
Jakiś chlopak placze a jakas kobieta go pociesza:
-Nie martw sie. Na pewno ktos sie po ciebie zglosi.

-Watpie..Mialem tylko tate..-placze.

Na policzku Rose znowu pojawiła sie łza..
Image and video hosting by TinyPic
Zaszło słonce.Ludzie kładą sie spac.Chociaz spią wokoł innych ludzi nie przeszkadza
im to.Nie mają nikogo...Rose szybko zasneła.Śnił jej sie Jack.Jest w wielkiej
sali na titanicu.W sali jest pelno osob m.in.pan Andrews, pokojówka i wiele innych.
Podeszła blizej a na gorze stał Jack.Obrucił sie.Rose sie usmiechnela i weszla po schodach
do niego.Pocałowali sie a wokol nich wszyscy zaczeli klaskac.
Nagle Rose sie przebudziła.
Image and video hosting by TinyPic
Ranek.
-Jack...-powiedziala Rose.Rozejrzała sie i przypomniala sobie co sie stalo.Posmutniala
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

historia 6a

czwartek, 15 listopada 2007 19:54
Rozdzial 23
Image and video hosting by TinyPic
Ludzie w szalupach patrza na to co sie dzieje na statku, ktory jest
przechylony dosyc w prawo..
-Nie codziennie widzi się coś takiego.-odparla Molly Brown
Image and video hosting by TinyPic

Tymczasem na statku panuje wielka panika.Lavoly rozmawia z Calem:
- Nie ma jej po tamtej stronie.-odparl sluzacy mowiac o Rose
-Czas nam ucieka,a ten służbista nie wpuszcza mężczyzn.
-Po drugiej stronie ktoś wpuszcza.
-Więc załatwimy to.|Musimy się tylko trochę zabezpieczyć.

Tymczasem Jack wywazyl drzwi awaryjne i razem z Rose przedostali sie
do miejsca gdzie chodzil personel i wogole.
-Co pan wyprawia ?!-oburzony jeden z personelu zaczol na nich krzyczec.

rose i Jack ida dalej trzymajac sie za rece.-Zapłaci pan za to !
To własność linii White Star !
Az w koncu niewytrzymali i sie rowno obrucili i krzykneli:
-ZAMKNIJ SIE!
Rose i Jack ida do szalub. A tymczasem ludzie z 3 klasy czekaja az
otworza im kraty aby udac sie do pozostalych.Kolejne szalupy sa wypuszczane.
Na swoja kolej czeka jakis starszy facet.wklada do szalupy bagaz.
-Zadnych bagazy-oficer wyzucil.-Prosze siadac!
Do tego samego oficera podchodzi Andrews:
Image and video hosting by TinyPic
-Panie Lightower,szalupy są opuszczane na wpół puste.
- Po 20 osób w szalupie na 65 miejsc?!A w jednej było tylko 12 osób !
-Są wątpliwości co do ładowności szalup.Mogą się wywrócić, panie Andrews.-
powiedzial oficer.
-Brednie !
Andrews rozkazal wkladac do szalub wiecej kobiet i dzieci.
Image and video hosting by TinyPic
Tymczasem ludzie z 3 klasy czekaja na otwarcie krat. Jest ich pelno. Kazdy
chca miec miejsce w szalupie.
-Nie możecie nas tu trzymać !Statek tonie !-jakis facet
-Przepuścić kobiety !
Oficer otworzyl ale wypuscil pare kobiet i znowu zamknal. Ludzie
sa oburzeni.
-Nie dotykać bramy !-krzyczy oficer
Image and video hosting by TinyPic
Nagle doszli trzymajac sie za ręke Rose i Jack. Spogladaja co sie dzieje.
Zauwazyl ich kolega Jacka.On chwile pomyslal i powiedzial:
-Odepchnąć ich od bramy !
-Cofnąć się !
poszli gdzies indziej i wzieli ekipe i wywazyli brame.
-Udalo sie!-cieszy sie Rose

Tymczasem Caledon wyjmuje z sejfu diament i chowa go do plaszcza.
-Zawsze wykuwam swój własny los.-cal
Image and video hosting by TinyPic
-ja tez-lokajRozdzial 24
Ludzie z 3 klasy szybko biegna do szalub. Tymczasem Cal omawia sprawe
szalupy. Dal pieniadze Murdoch'owi aby on mial miejsce w szalupie. sporo
zaplacil.
Image and video hosting by TinyPic

Rose i Jack udali sie do szalup.Poszli z innej strony bo tam gdzie
poszli nie bylo juz.Doszli bardzo szybko poniewaz wiedzieli ze liczy
sie kazda minuta.
-Zimno.. -Rose

Jack na nia spojrzal i ja przytulil.
Grajki skonczyli grac na skrzypcach:

-Nie ma sensu grać dalej.I tak nikt nas nie słucha.

-Nie słuchali nas także w przy kolacji.

-Grajmy dalej, mniej zmarzniemy.

-Orfeusz -zaczeli grac ponownie. Obok nich ludzie caly czas panikuja.
Placza bo nie chca sie rozstawac ze swoimi mezami kobiety..
Tymczasem obok nich przebiega Tommy , Fabrizio , Jack i Rose.
Tommy : Muzyka przy tonięciu.To dopiero luksus.

Facet ktory naszkicowal statek tez sie ulotnil ze statku.Ukrakiem
wszedl do szalupy.
Image and video hosting by TinyPic

Tymczasem Cal czeka na szalupe.Kobiet i dzieci tam
juz nie bylo wiec Cal mogl wsiasc do szalupy.Do Cala podchodzi jego
lokaj:

-Czekała na szalupe ja po drugiej stronie.-przekazuje jemu informacje
na temat Rose-Z nim

-A niech to diabli -wkurzyl sie
Cal mogl wejsc do szalupy ale zrezygnowal i szybkim krokiem przedziera
sie przez ludzi do Rose i Jacka.
Tam gdzie Rose i Jack byli do szalup wpuszczano.

-daj mi dziecko-mowi oficer do ojca


-Tatusiu! -dziewczynka krzyczy bo oficer ja wlozyl do szalupy.
Image and video hosting by TinyPic
-Wszystko będzie dobrze, kochanie.Nie martw się.-ojciec-Pożegnamy
się tylko na krótko.Na bardzo krótko.Tam jest inna szalupa dla tatusiów.
Ta jest dla mamuś z dziećmi.

Rose z Jackiem patrzyli na nich.Potem Rose spojrzala na Jacka i powiedziala:

-Nie wsiade bez ciebie...
Image and video hosting by TinyPic

-Musisz...teraz.Idz do szalupy Rose.

-Nie Jack.

-Wsiadaj!

Rose kiwa glowa, ze nie.Nagle wylania sie Caledon.
Image and video hosting by TinyPic

-Dobry Boże, spójrz na siebie.Wyglądasz jak straszydło!-Cal
Sciagnol z niej mokry koc i zalozyl jej swoj plaszcz.Zaczal glaskac ja
po policzku.Jack podszedl do niej,chwycil i powiedzial:

- Wsiadaj. Ja będę w następnej

- Nie! bez ciebie nie ide - powiedziala to przekonaniem

-Nic mi nie będzie. Przetrwam to.Nie martw się o mnie.-Jack
Wkurzony Cal patrzy na to wszystko.
Image and video hosting by TinyPic

-A teraz wsiadaj.-Jack


-Umówiłem się z pewnym oficerem-wtraca sie Cal-Jack i ja uratujemy
się.

-Widzisz ? -usmiecha sie Jack do Rose.Rose jest sflustrowana. Nie
wie co robic. Nagle chwycil ja jeden z oficerow i zaciaga do szalupy.
Jack chwycil za reke Rose.Po chwili sie puscili.
Image and video hosting by TinyPic

-Powoli...-oficer
Image and video hosting by TinyPic
Rose patrzy na Jacka. Wie, ze to ich ostatnie spotkanie.Jack tez na
nią patrzy.Szalupa idzie coraz nizej.Jack rozmawia z Calem:

-Umiesz dobrze kłamać.-Cal
Image and video hosting by TinyPic

-Prawie tak dobrze jak pan.Nie... hm...Nie umawiał się pan z nikim?

-Owszem. Ale ciebie ta umowa nie dotyczy ;]-Cal-Ja zawsze wygrywam,
Jack.
Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic
Jack posmutnial...przelknal sline i znow patrzy sie ostatni raz na Rose...
Rose smanikowala. Oglada sie obok siebie potem na liny a na koncu na
swojego ukochanego...Jack nie moze sie juz prawie powstrzymac od placzu...
Nagle Rose spojrzala na stan polozenia i wyskoczyla na statek.
Image and video hosting by TinyPic

-ROSE!-krzyczy Jack ktory sie wychylil.-Rose! Co ty robisz!

Ale Rose juz biegla.-Nie..

Jack tez biegnie. Do niej.
Image and video hosting by TinyPic Omijaja pelno ludzi.Dobiegli do siebie
przy zegarze.

-Rose!

Przytulili sie do siebie.
Image and video hosting by TinyPic

-Głuptasie! Dlaczego to zrobiłaś?-Jack.Pocalowali sie.-Jestes
bardzo glupia Rose.
Image and video hosting by TinyPic

-Dlaczego to zrobilas? Dlaczego?
-Ty skaczesz, ja tez skaczę, tak?
Rozdzial 25

Tym calym zdarzeniu wpatruje sie Cal. Jest bardzo wkurzony.Patrzy
jak Rose caluje sie z Jackiem.
Image and video hosting by TinyPic Jego sluga zaczol go pocieszac. On
za jednym zamachnieciem reki wyjac z jego placzcza pistolet.Schodzi
szybkim krokiem na dol do nich. Strzelil. Ale nie trafil w zakochanymch.
Rose i Jack spojrzeli. Uciekaja.
Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic

-Dalej dalej Rose

Zeszli do jadali gdzie bylo juz duzo wody.Znowu strzelil ale i tym
razem spudlowal.

-aa-krzyczy przestraszona Rose.

-Predzej

Caledon znowu strzela. Ale za kazdym razem nie trafia. Zatrzymal sie.
Jack i Rose sa juz troche dalej a Cal juz ich nie widzi.Calowi
skonczyla sie amunicja.

-Mam nadzieję,że będziecie się dobrze bawić!-Cal wchodzi spowrotem na
gore.Chwile pomyslal i zaczol sie smiac.-hyhyhhyhyhy

-Co pana tak rozśmieszyło?-pyta sie lokaj

-Bo diament mialem w plaszczu... A plaszcz oddalem jej!

Cal chwile znowu pomyslal i oddal pistolet lokajowi:
-Masz to. Masz to.Musisz to zrobic- Cal zalecil lokajowi
zeby zabil ich.Cal poszedl.

Image and video hosting by TinyPic
Tymczasem Rose i Jack utkneli w jadalni.Drzwi byly zamkniete.Lokaj
podaza do nich.Rozglada sie i zakluczyl jakies drzwi.Szuka ich.
Swiatla padaja.talerze plywaja.Rose i Jack sie wkurywaja pod stolami.
Lokaj chodzi po calej jadalni i bacznie obserwuje z pistoletem w reku.

-Wiem,ze tu jestescie.-Lokaj

Poziom wody rosnie.Rose panikuje. Lokaj to uslyszal i podaza
do niej. Zauwazyl ja i celuje w nia bronia.
Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic
-szukalem ciebie panienko.-lokaj

Nagle wylania sie Jack ktory naskoczyl na niego.

wpadli na szybe.
Bron pare razy wystrzelila.

-Jack!-rose patrzy na nich

Teraz lokaj go popchnal do wody.

-Maly piepszniety gowniarz.

Bija sie.Ale Jack byl lepszy i zwyciezyl. Chwycil Rose za reke.
Jack zobaczyl ze te drzwi sa zamkniete wiec je wywazyl.
Image and video hosting by TinyPic

-Dalej-mowi Rose

Weszli do windy a lokaj sie pozbieral i znowu celuje w nich.
Image and video hosting by TinyPic
Ale mu sie nie udalo ;] Jack z Rose poszli na dol a lokaj
okrwawiony poszedl w gore.


Rose i Jack weszli na jakis przedzial.Nikogo nie bylo procz jakiegos
chlopca ktory wolal swojego tate. Rose na niego spojrzala a potem
powiedziala do Jacka:
Image and video hosting by TinyPic

-Nie mozemy go zostawic.

Jack na nia spojrzal i pobiegli po niego.Biegna teraz razem z nim
w strone wyjscia.Nagle ukazal sie jego ojciec i zaczol
cos gadac po innym jezyku.
Image and video hosting by TinyPicWprost na nich krzyczal.Wziol swojego syna
i biegnie w strone gdzie zaraz wyleje sie woda.

-To zła droga! Wracajcie!-krzyczy Rose.

Ale ten facet nie posluchal. Dzwi puscily i rozleglo sie pelno wody.
Jack i Rose uciekaja.
Image and video hosting by TinyPicZmienili przedzial.Poszli o jedno do gory. Ale woda nadal sie wlewala.
Przystaneli przy bramie.

-Zamknieta-powiedziala Rose
Image and video hosting by TinyPic

-Pomocy!!-Jack

-RATUNKU!

Nagle wyszedl jakis oficer z kluczami.Chcial juz isc dalej ale
Jack z Rose go zatrzymali.

-Prosze nam pomoc.

Rose zrobila blagalna mine.

-Prosze

-Prosze

Oficer sie zgodzil.Zaczol odkluczac.Woda zaczela sie wlewac.
Image and video hosting by TinyPic

-Szybciej!

-cholera jasna

Wyslizgnely mu sie klucze.

-Przepraszam, upuściłem klucze!

Odchodzi.

-nie odchodz... prosze...-mowi Rose.

Ale on nie posluchal i poszedl.Woda sie wlala i juz oni musze stac na
palcach zeby oddychac.Jack momentalnie zanurkowal. Szuka kluczy.
Po chwili znalazl.
Image and video hosting by TinyPic

-Mam je. Który to klucz, Rose?-pyta sie Jack

-Spróbuj tym spiczastym.Pospiesz sie

Jack prubuje otworzyc. Z poczatku nie mogl trafic.A woda juz jest cala
wlana.

-Zaciol sie
Image and video hosting by TinyPic

-Szybciej Jack-niecierpliwi sie Rose
Po chwili otworzyl.

-Udalo sie!

-jest!

-Aaa.-w ostatnim momencie mu sie udalo.

Musieli przeplynac spoy kawalek pod woda. Jack bierze oddech.
Rose na niego czeka.

-Jack!
Rozdzial 26

Rose czeka az Jack doplynie.

-Jack
Image and video hosting by TinyPic

Doplynal.Biegna gdzies aby sie uratowac.Tymczasem ludzie wpadli w jeszcze wieksza
panikę. NIedlugo nie bedzie juz szalup. Ostatnie wlasnie wypuszczaja na wode...
Cal jest zdenerwowany i niewie co robic.
Image and video hosting by TinyPic
-Mamusiu...-nagle Cal zauwazyl jakies dziecko w koncie placzace. Ale poszedl dalej.

Tymczasem ludzie przy szalupach , mezczyzni chca wejsc do
szalupy. zabrania im oficer, ktory celuje w nich bronia.

-Daj nam szansę, ty angielski dupku!-odzywa sie Tommy
Image and video hosting by TinyPic

-Zastrzelę kaźdego,kto spróbuje tu przejść!-oficer
Doszedl Cal i powiedzial:

-Mieliśmy umowę.-Cal

-Pańskie pieniądze nie pomogąani panu, ani mnie.

Nagle ktos popchnal Tommiego.Oficer go zastrzelil.On padl na ziemie.Podbiegl
do niego Fabrizio
Image and video hosting by TinyPic

-Idiota!...Tommy...Bastardo! - do oficera-po chwili Fabrizio wziol kamizelke ratunkowa Tommiego.

Potem ten oficer oddal hold i sie zasrzelil. Wpadl do wody.
Image and video hosting by TinyPic
Caledon zauwazyl ze oni nie maja zamiaru wpuszczac jak narazie ludzi wiec zdobyl
sie na spryt i poszedl po tamte dziecko co plakalo.

-Mam dziecko! Odsunac sie!Proszę, ona ma tylko mnie.
Image and video hosting by TinyPic
Cal trzyma te dziecko i jakos wpuscili go na szalupe. Udalo mu sie ;/

Tymczasem Jack i Rose biegna. Statek jest juz dosyc na skosie.Nagle Rose
zauwazyla pana Andrewsa.Zatrzymala sie:


-Panie Andrews...
Stal przy zegarze.Wpadtrywal sie w niego i przesywal wskazowki...
Image and video hosting by TinyPic

-Rose-pan

-Nie idzie pan do szalup?

-Przepraszam cie, ze nie zbudowalem lepszego statku

-Długo to nie potrwa.Musimy sie spieszyc-mowi Jack do Rose

-Zaczekajcie-pan Andrews-Życzę powodzenia, Rose.-Andrews podal jego kapoke aby ona
ja zalozyla.Rose go przytulila.

-Ja panu tez-Rose

Poszli.
Tymczasem w hali ludzie z 1 klasy sa ubrani w najelpsze rzeczy i sa gotowi
umrzec jak gentelmeni.Zas na zewnatrz do kapitana podchodzi zdruzgotana kobieta
z dzieckiem:


-kapitanie... Gdzie mam isc? .. Kapitanie..?

Ale kapitan nie odpowiedzial.Potem podszedl do niego oficer i chcial mu dac
kamizelke ratunkowa ale on nie przyjol. Do statku wklewa sie coraz wiecej wody.
Kapitan idzie tam gdzie najwiecej jej jest.Do sterowni.Zamyka dzwi i czeka na smierc...
Image and video hosting by TinyPic
Tymczasem grajki przestaja grac.

-to juz koniec.Powodzenia

-Powodzenia-Zbieraja sie. Ale jeden zaczol znowu grac. Tym razem melodie smutna, pozegnalna,
czesto grana w kosciele.Dolaczyli sie do niego pozostali.Graja...

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Historia 6

czwartek, 15 listopada 2007 19:50
Rozdzial 20
Image and video hosting by TinyPic
Kapitan rozkazal ludziom wchodzic do szalup.Jedni nie potraktowali
tak tego powaznie i siedzą w srodku bo im zimno.Nie wiedza jednak,
ze Titanic sie topi.Między innymi w srodku jest Molly Brown i wlasnie
schodzi Rose,jej mama,Cal i inni.
-Hej, chłopcze, co się dzieje ?Sprowadziliście nas tutaj i co?A teraz
czekamy i czekamy-spytala sie Molly jakiegos oficera.
- Przykro mi. Pójdę zapytać.-odparl oficer
-Nikt nie wie,co się tu, do diabła.
-Wróć i włącz ogrzewanie.-matka Rose ubiera rękawiczki i rozkazala
sprzataczce.-Jak juz będzie po wszystkim chcę sie napic herbaty.
-Dobrze, proszę pani.-powiedziala sprzataczka i poszla.

Nagle idzie pan Andrews i inni i mowi:
-Statek ma 15 wodoszczelnych przegród.
Spojrzala na niego Rose i podeszla.Spojrzala mu w oczy.
Image and video hosting by TinyPic
-Panie Andrews!Widzialam góre lodowa, a teraz widze lod w panskich oczach..

Chwila ciszy
-Proszę powiedzieć mi prawdę.-nadal Rose patrzy na andrewsa
-Statek zatonie.
Image and video hosting by TinyPic
-Jest pan tego pewnien?-przerazila sie Rose. Slyszal to Cal.
-Tak, za niespełna godzinę...to wszystko leżeć będzie|na dnie Atlantyku.
-Co? -pyta sie Cal
-Proszę tego nie rozpowiadać.Nie chcę wywoływać paniki.-mowi Andrews-
Proszę iść, nie zwlekając, do szalupy.Pamięta pani, co mówiłem o szalupach ?
-tak-odparla Rose

Tymczasem Jack wlasnie zostal przykuty do rury.Zakluczyl go jakis
oficer a za nim poszedl lokaj Cala.

Tymaczasem kapitan rozmawia jednym z ofiecerow
-Kapitanie, Carpathia płynie do nas z szybkością 17 węzłów.To ich
maksymalna szybkość.
- Tylko oni odpowiedzieli ?-kapitan
- Są najbliżej.
Image and video hosting by TinyPic
-Będą tu za cztery godziny.
-Cztery godziny??!-z niedowierzaniem pyta sie kapitan.-dziękuję, Bride.

Kapitan tak zareagowal,poniewaz Titanic zatonie w niecala godzine..
Przejdzmy wiec do miejsca gdzie wypuszczaja pierwsze szalupy.Po
paru minutach kapitan tam poszedl. Wola go jeden z oficerow:
-Kapitanie!-podszedl-Szalupy opuszczone, kapitanie.Czy mamy sadzać
w szalupach najpierw kobiety i dzieci ?
-tak my...
-kapitanie?
-Najpierw kobiety i dzieci.-kapitan juz tego nie wytrzymuje.Nawet
nie wie co mowi.
-Tak jest.-po chwili poszedl ten ofiecer. Podszedl i stanol przy szalupie.
-W tej chwili proszę,by podeszły tylko kobiety i dzieci.-powiedzial

Tymczasem grajki zaczeli grac na skrzypkach:
-tak jak prosil kapitan. Radosnie.
-marsz weselny :)

Po chwili piewsze szalupy ida na doł. Na ocean
-Opuszczac! Rowno z obu stron! Rowno!Mocniej!
Image and video hosting by TinyPic

Przejdzmy wiec do aresztowanego Jacka. On stoi przykuty a patrzy
na niego lokaj Cala bawiac sie nabojem.Jack patrzy przez okno i
widzi naplywajaca wode.
Image and video hosting by TinyPic
-Wiesz, sądzę, że statek zatonie.-powiedzial lokaj-Poproszono mnie,
żebym ci przekazał skromne wyrazy uznania.-wstal i podszedl z bronia
do Jacka.Uderzyl go w brzuch.
-Auuu-z bolu sie zwija Jack
Image and video hosting by TinyPic
-Z pozdrowieniami od pana Hockleya.-lokaj

Tymczasem przy szalupach doszla Rose ,jej mama i Cal.
-Wsiadajmy do szalupy-mowi mama
- Znajdzie się miejsce dla gentlemana?-pyta sie oficera ktory wpuszcza
do szalup ludzi Cal
- Na razie tylko kobiety.-odpowiedzial

Rose spojrzala na zegnajaca sie pare.

-Czy w szalupach też obowiązuje podział na klasy ?-pyta sie Ruth,mama
Rose
Rose spojrzala na matke.Zrozumiala jaka jest jej mama naprwade i
niewytrzymala:
Image and video hosting by TinyPic
-o mamo..zamnknij sie !Nic nie rozumiesz ?Woda jest lodowata
i nie ma dość miejsca w szalupach.Połowa ludzi z tego statku zatonie.
-Nie ta lepsza połowa.-szepnal Cal
-Ruth, wsiadaj.Miejsca pierwszej klasy są tutaj.-powiedziala Molly,
ktora juz siedziala w szalupie.
-Szkoda, że nie zachowałem rysunku.Jutro będzie wiele wart.-powiedzial
Cal do Rose.

Ona na niego spojrzala.Zrozumiala,ze Cal widzial ten rysunek co
Jack ja narysowal i ze ta cala afera z kradziezą do jego sprawka.
-Ty cholerny łajdaku.-powiedziala Rose.Ruth wsiadla do szalupy.
Teraz MOlly wola Rose:
Image and video hosting by TinyPic
- Chodź, Rose. Twoja kolej.
-Chodz do szalupy Rose-powiedziala jej mama.

Rose zaczela sie odsuwac.
-Rose..-mama ja nadal wola.-Chodz do szalupy.Rose..
-Zegnaj mamo.-powiedziala i poszla.
-Rose?Wracaj!
Za Rose szedl Caledon.Zlapal ja i zapytal sie:
-Dokąd idziesz?Do niego?Chcesz być dziwką tego łachmyty ?!
-Wole byc jego dziwka niz twoja zona.-odchodzi.

Ale on ja zlapal i zaczal sie z nia szarpac
-Nie..Nie! powiedzialem nie!Rose!

Ona nie wiedziala co zrobic wiec plujnela mu w twarz. On dotknal sliny
i zaczol sie dziwic.Rose uciekla.
Image and video hosting by TinyPic

-opuszczaj-powiedzial oficer do 2 zeby opuscil szaluupe.
-Nie! Rose!!!-krzyczy Ruth
Rozdzial 21
Rose uciekla.Jedyna jej teraz mysl to gdzie jest Jack.Weszla do srodka.
Zaczela szukac pana Andrewsa. Wiedziala, on zna caly statek. Obok
niej ludzi panikowali,ze nie zdaza do szalup.Wreszcie Rose zauwazyla
pana Andrewsa.Podeszla do niego.
-Panie Andrews, dzięki Bogu!Dokąd żandarmeria zabiera więźniów?
-Powinna pani już być w szalupie.-mowi Andrews
Image and video hosting by TinyPic
-Nie! Zrobię to także bez pańskiej pomocy,ale to będzie dłużej trwało.

Andrews przemyslal i powiedzial:
-Proszę zjechać windą na sam dół.|I pójść na lewo.Potem w prawo, w lewo do schodów.
Do dlugiego korytarza.
-Dziekuje-Rose powiedziala i biegnie dalej.

Tymczasem Jack probuje sie jakos wydostac.Ale to jest na nic,bo
kajdanki sa przymocowane do rury.Zobaczyl w oknie ze juz woda zalala
poziom pokladu D.Nagle Jack spojrzal na drzwi.Zobaczyl wlewajaca
sie wode
Image and video hosting by TinyPic
-o cholera!!

Rose weszla podeszla do windy. Stal przed nia pan ktory nia obslugiwal
Image and video hosting by TinyPic
-Przepraszam.Windy sa nieczynne
-Nie obchodzi mnie to-Rose sie wkurzyla
-Przykro mi panienko.

Rose sie wkurzyla jeszcze bardziej i wrzucila jego do windy i krzykla:
-Dość mam bycia uprzejmą, do diabła!Zwieź mnie na dół!Pokład E.

On jej posluchal. Zjezdzaja na doł. Nim coraz nizej to coraz wiecej
wody. Spanikowali.
Image and video hosting by TinyPic
-Jade na gorę-operator
-Nie! nie!-Rose otwarla kraty i wyszla
-Prosze wracac

Rose na niego patrzy.Woda jest lodowata.Ma ja do kostek.
-A jade na gore-i pojechal
Image and video hosting by TinyPic

Rose lekko spanikowala.Patrzy na lewo i prawo.wybrala jeden z
korytarzu i poszla.Przemierzala korytarze w poszukiwaniu ukochanego.
-Jack!
Image and video hosting by TinyPic
-Jack!
Jack uslyszal glos Rose.Ucieszyl sie i wola:
-Rose!!
-Tutaj Rose!!-zaczol pukac w rure.Rose weszla do pokoju gdzie byl
Jack.
Image and video hosting by TinyPic
-Jack
-Rose
Podeszla do niego i go pocalowala.
Image and video hosting by TinyPic
-Tak mi przykro-rose-wybacz mi
- Lovejoy włożył mi to do kieszeni.
-wiem, wiem, wiem-
-Rose, musisz znaleźć zapasowy kluczyk.-powiedzial Jack-Poszukaj w
tej szafce.-pokazal na jakas szafke-To mały srebrny kluczyk, Rose.

Rose zaczela szukac po wszystkich schochwach tego klucza. Ale nie mogla znalesc.
-Same mosieżne..-zdenerwowala sie
Image and video hosting by TinyPic
-Sprawdź dobrze, Rose.Rose..


Ona na niego spojrzala
-Jak się dowiedziałaś,że to nie ja?-pyta sie Jack
-Nie dowiedziałam się.Poprostu to wiem

Jack sie usmiechnal.Ona na niego patrzy
-Szukaj dalej :)
-Nie ma.
-Nie ma? Rose posluchaj.Musisz szukac pomocy.Bedzie dobrze.

Rose go pocalowala i powiedziala:
-zaraz wracam
-A ja sobie poczekam.-Jack zazartowal.Rose wyszla szukac pomocy.
Image and video hosting by TinyPic
Rozejrzala sie i zobaczyla troche wiecej wody.Przeszla przez korytarz
i weszla do gory po schodach.Biegnie i szuka

-Halo, czy jest tu ktoś?
-Halo! Potrzebujemy pomocy!

Zmeczyla sie na chwile i stanela.Prad wysiadl na chwile. Potem znowu sie
wlaczyl.Nagle z pomieszczenia wyszedl jakis oficer z kamizelkami.
-O, Bogu dzięki!-Rose-Tam jest człowiek i... Zaczekaj!
- Nie powinna pani tu być-oficer
- Potrzebuję pańskiej pomocy.-rose- Tam na dole jest człowiek.
Jest uwięziony!
-Niech pani nie panikuje.
-Nie panikuje

Ale oficer chcial ja tylko namowic zeby poszla na gore do szalup.
Ona sie wkurzyla i go walla z piesci w twarz. On sie obejrzal.-poszedl.

Image and video hosting by TinyPic
Rose juz stacila nadzieje.


Tymczasem woda sie napelnia coraz bardziej.Z daleko od statku w szalupie
patrzy na to wszystko Molly Brown a obok matka Rose
-O Boże...
-Dobry Boże..

%%%%% W nastepnym rozdziale dodam filmik dluzszy %%%%%%

Komentarze [8]

rozdzial 22 Rose ratuje Jacka >> 26 kwietnia 2007 22:04
Rozdzial 22

Rose spojrzala na szklana skrzynke. W niej byla siekiera.Wziela ,
rozwinela wąz i wypila szybke.
Image and video hosting by TinyPic Wziela siekiere.Teraz nie pozostaje
jej nic innego tylko biedz do Jacka.Zostalo jej coraz mniej czasu.
Poziom wody co minute sie powieksza.
Tymczasem kapitan obserwuje co sie dzieje. Patrzy na ludzi i wlewajaca
sie wode na statek, ktory co raz bardziej sie przechyla.
Rose schodzi na dół. Zauwazyla jeszcze wieksza ilosc wody.Sciagla
kaftan i weszla do wody na poklad D.
Image and video hosting by TinyPic
-aa..
Poczula zimno wody.Rozejrzala sie i zobaczyla , ze po jednej stronie
jest mniej wody.Tam gdzie jest Jack.A teraz zobaczyla ze nie ma gruntu.
Chwycila sie wiec rur wodociagowych i idzie.Image and video hosting by TinyPic
Trudno jest jej troche,
poniewaz ma jeszcze ta siekiere.Swiatlo zgaslo.Wody troche ubylo.
Doszla w miejsce gdzie byl przykuty Jack.
Image and video hosting by TinyPic
-Jack
-Rose
-Nada sie?-pyta sie Rose pokazujac na siekiere.

Spojrzal

-Zaraz sie przekonamy.Podejdz.

Rose podeszla i przylozyla sie do ewentualnego uderzenia w kajdanki.
-Chwila, chwila, chwila-Jack
-Najpierw wyproboj-pokazal na szafe.Ona podeszla i rąbla w szafe.-
Dobrze a teraz traf w te same miejsce.Rose sprobowala ale jej nie udalo.
Nawet bardzo zle sie jej nie udalo.
Image and video hosting by TinyPic
-No dobrze...wystarczy.

Rose podeszla do niego.
-Musisz po prostu uderzyć bardzo mocno i bardzo szybko.-Jack jej tlumaczy.

Ona sie znowu przymierza,
-Ale czekaj-Jack-Rozsun troche dlonie od siebie.
-tak dobrze?
-Dobrze ;)
-Sluchaj Rose.. Ufam Ci.
Rose sie przymierzyla. Bardzo sie boi bo jak nie trafi..A Jack
zamknal oczy.
Image and video hosting by TinyPic
-Dalej!-Jack
Rose rąbla w sam srodek i tym samym odczepila kajdanki.
-Aaa :) Udalo sie.Udalo ci sie

Rose sama nie moze w to uwierzyc. Strasznie sie ciesza.

-Chodź, uciekamy stąd !-mowi Jack.Wchodzacy bardziej do wody.-O cholera.
Ale zimna.
Rozejrzeli sie i zobaczyli ze woda zalala przejscie.
-to bylo wyjscie-odparla Rose
-Poszukamy innego.-Jack chwycil ja za reke i poszli w druga strone.
Image and video hosting by TinyPic


Tymczasen statek juz jest dosyc duzo pod woda.Na wszystko z oddali
patrza sie ludzie w kajutach.W srod nich matka Rose i Molly Brown.
-Nie codziennie widzi sie cos takiego-Molly

-Wiosluj-odzywa sie oficer do kogos

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historyjka 5

czwartek, 15 listopada 2007 19:47
Rozdzial 17
Oficerowie od razu zareagowali.
-Góra lodowa przed nami !-mowi jeden przez drugiego.
-Do oporu na prawą burtę !-ruszyli. Staraja sie jakos zatrzymac statek i
zmienic kierunek.Wszyscy pracuja w tej kotlowni...
-Kręć ! Kręć ! Gotowe !

-Cała wstecz !
-do oporu!!
-Ster jest do oporu !
-Dalej, chłopcy !-oficer bacznie obserwuje

wszyscy probuje zapobiec tragedi...

-Zamknąć zasuwy !

-Trzymaj !
-No trzymaj !-wszyscy sie juz denerwuja...Statek plynie wprost na
góre lodowa.

-Zmień kierunek obrotów silnika !-caly czas krzyczy jeden przez drugiego

Marynasz czeka az zmienia kierunek oporu. I beda skrecac.


-No dalej....dalej...dalej...Skrecaj..

-walniemy.

Statek lekko skrecil ale niestety to bylo za malo.Doł statku zachaczyl
o gore lodowa.Niestety... statek uderzyl.



-Jezu Chryste... -wszyscy mają ,,wielkie oczy,,-Do oporu w lewo !
-Jest w lewo
Wiara zaczela zamykac zapory na dolnych pokladach.Niektorym dalo sie jeszcze
uciec z tamtad.A niektorym juz nie...Tymczasem Rose i Jack po pocalunku zobaczyli
tę gore lodowa.Przerazili sie i szybko odsuneli bo resztki lodu wlecialy
na poklad

-Cofnac sie..

Tymczasem Ci na gorze..w bocianim gniezdzie krzyczą na siebie
-Wyczuwasz lód wechem???!!co?!
-Na rany Chrystusa ..


Tymczasem jeden z oficerów kaze zapisac godzine w dzienniku pokladowym.

Heh.. Kapitan statku wraca do swojego czatowania.Nie widzial juz tej
gory lodowej.

-Co to było, panie Murdoch ?-pyta sie kapitan
-Góra lodowa.
-Skręciliśmy ostro w lewo i dałem całą wstecz.Próbowałem ominąć, ale było za blisko.
ida po drodze do sterow.
- Zamknąć wodoszczelne włazy.
-Zamkniete
-Niech cieśla sprawdzi wszystko.


Spojrzeli obydwaj na siebie i zamikli.Wrocmy wiec do Jacka i Rose.
Duzo ludzi patrzy przez burte co sie stalo. Wygladaja cos nawet nie
maja pojecia co.


-Nie widze nic-mowi Jack do Rose
-Cos sie stalo z statkiem?-pyta sie Rose
-Nic nie widzialem.Mysle ze wszystko bedzie w porzadku.-Jack wyglada za
ta burte.A Rose chciala go przestraszyc i wlozyla mu lod za kolnierz.
-Ał... -syczy Jack.Rose zaczela chichotac.-ok.w porzadku.Juz koniec tego :)

Chwycil ja i dla zartów ja wywala lekko za burte. Tymczasem na pokladzie D,
gdzie Jack mial swoja kajute myszy zaczely uciekac korytarzem w jedna
strone.
-Jeżeli to kierunek ucieczki szczurów,pędzę za nimi.-Stwierdza tommy idacy z
Fabriziem przedzierajac sie przez sciany.




Rozdzial 18
Tymczasem na pokladzie 1 klasy ludzie zaczeli sie nie pokoic.jakas dama
wyszla i pyta sie oficera:
-Dlaczego silniki stanęły ?Poczulam wstrząs.
-Proszę się nie martwić.To skrzydło śruby.-zapewnia- Może coś podać ?
- Nie, dziękuję.


A w kajucie Bucater'ów i Cala jest zamieszanie.Cal podszedl do oficera.
-Nic sie nie stalo-odpowiada bo mysli ze o to chodzi
-Owszem,stalo sie.Okradziono mnie.Zawołaj żandarmerię.

On sie tylko patrzy
-Natychmiast, durniu !-rzada Caledon
-Tak jest
Image and video hosting by TinyPic
Na powietrzu ludzie bacznie obsrwuja co sie stalo. Jack stoi tam z Rose.
Ludzie bawia sie lodem.Graja w pilke i nim podzucaja.Para zakochanych
przechodza do 1 klasy.Po drodze mijaja sie z kabitanem,oficerami i
ciesla.
-Zalane na osiem stóp.Gorzej z pocztowym.-mowi jeden z oficerow
- Da się załatać ?-pyta sie kapitan
- Dopiero, gdy pompy zrobią swoje.-ciesla
- Widziałeś szkody w pocztowym ?
-Jest pod woda.
Image and video hosting by TinyPic
Rose i Jack spojrzeli na siebie z przerazeniem.
-niedobrze-mowi Jack
-Trzeba powiedzieć matce i Calowi.-odrzekla Rose
Image and video hosting by TinyPic

Powrocnmy wiec do Cala i oficerow.Ten siedzi na kanapie a oficer
oglada rysunki Jacka.
-Myślę, że są niezłe.-oficer
-Niczego nie dotykaj.-Cal nie moze na to patrzec.Lokaj Cala zobaczyl
Rose idaca z Jackiem za rece.
-Szukaliśmy panienki wszędzie.-Do Rose
Image and video hosting by TinyPic

Lokaj podszedl blizej ich i razem z nimi idzie do kajuty.Po drodze
lokaj wlozyl do kieszeni od plaszcza Jacka diament.Chlopak tego
nie zauwazyl.
-No to jesteśmy.-weszli i Rose powiedziala.-Zdarzyło się coś poważnego.
-Otóż to.-mowi Rose
-Istotnie. Zaginęły dziś dwie drogie mi rzeczy.-mowi Caledon-Teraz, kiedy jedna
się znalazła, wiem gdzie szukać drugiej. Przeszukać go.

Cal spojrzal na Jacka i pan z żandarmerii zaczol Jacka przeszukiwac.
Rose nie wie o co chodzi.Zdjeli Dawsonowi plaszcz.
- O co chodzi ?-pyta sie Jack
-Cal, grozi nam katastrofa.-zdenerwona Rose mowi
- Tego pan szukał ?-żadarmeria wyciaga z plaszcza diament
-Tak-odpowiada Cal
-To idiotyzm !-Jack nie wie o co chodzi.

Zakuli Jacka
-Rose nie wiesz im!!-krzyczy Jack.
Image and video hosting by TinyPic

Rose jest zmieszana.
- On nie mógł tego zrobić.-twierdzi Rose
- Owszem, mógł.
-Być może zrobił to,kiedy się ubierałaś, kochanie.-szepnal do Rose Cal
-Włożyli mi to do kieszeni!-tlumaczy sie Jack
-To nawet nie twoja kieszeń.-mowi oficer i przeczytal kogo to wlasnosc.
-Własność A. L. Ryersona.
Image and video hosting by TinyPic
- Zgłoszono kradzież żakietu.
-Mialem oddac..-Jack
- Cóż za uczciwy złodziej ?
-Ty wiesz ze ja tego nie zrobilem-Jack do Rose-Nie wierz im, Rose.
-Chodźmy, synu. Bądź grzeczny.-oficer. Zabieraja Jacka
Image and video hosting by TinyPic
-Wiesz, że to nie ja !Znasz mnie !-wydziera sie jeszcze  przy drzwiachRozdzial 19
Jack zostal aresztowany.Tymczasem ciesla (andrews)ocenia straty.
Rozlozyl arkusz gdzie mial plan statku.Oficer mu opowiada o stanie
Titanica.
-Położenie niefortunne.14 stóp wody nad stępką w ciągu 10 minut,
w skrajniku dziobowym,trzech ładowniach i kotłowni nr 6.
Image and video hosting by TinyPic
-Zgadza się-mowi oficer
- Woda w pięciu przegrodach.Możemy utrzymać się na wodzie przy
zalanych czterech przegrodach,ale nie przy pięciu..Jeśli zanurzy się dziób,
woda przeleje się przez grodzie,jedna po drugiej.Nie sposób tego powstrzymać.

Kapitan sie zdenerwowal i pokazal na rysunek
-Pompy-powiedzial
-Pompy pozwolą zyskać na czasie,może parę minut.Nie ma znaczenia,
co zrobimy,ale Titanic pójdzie na dno...
-Ten statek nie może zatonąć.-spanikowal tworca statku
-Jest zrobiony z żelaza.Może.l zapewniam pana, że zatonie.
Image and video hosting by TinyPic
-Ile mamy czasu?-pyta sie kapitan
-godzine..moze dwie..
-Ilu ludzi jest na pokładzie ?
-2200 dusz

Zapadla cisza.Tymczasem Caledon i Rose sa w swojej kajucie.Cal
patrzy na Rose a potem ja spoliczkowal.
-A więc tak wygląda dziwka ?
Rose chwycila sie za ten policzek.
-Patrz na mnie jak do ciebie mowie!-Cal do Rose
Image and video hosting by TinyPic
- Jesteśmy zajęci !-Cal do faceta
-Przepraszam, ale to rozkaz kapitana.Proszę się ciepło ubrać.
Mamy zimną noc.Radziłbym płaszcze i kapelusze.
-To niedorzeczne.-Cal


Nagle wszedl oficer z kamizelkami ratunkowymi.
-Panie Hockley
-Jesteśmy zajęci !
-Proszę założyć kapoki...
Image and video hosting by TinyPic

Tymczasem ludzie sie nie pokoja.Woda sie wlewa do 3 klasy.Ludzie
zaczynaja panikowac.Oficerowie postanowili zachowac dumę.I zacho-
wuja sie calkiem normalnie.Karza wszystkim zalozyc kapoki.
Tymczasem w pomieszczeniu gdzie alfabetem morsa sie przekazuje
wiadomosci jest 2 oficerow.Jeden czyta wiadomosci.
-Patrz na to.Sprubuj sam.papa-czyta jakis list.Poczym go odlozyl.

Zeczeli sobie zartowac.wysylac do innych statkow jakies brednie.


Po jakims czasie przedl do nich kapitan.Podal im kartke z przekazaniem.
Image and video hosting by TinyPic
-CQd?Wezwanie o pomoc ?-pyta sie z niedowierzaniem oficer-Kapitanie ?
-Tak. Wzywamy pomocy.-odpowiedzial kapitan-To nasza pozycja.Ktokolwiek się
zgłosi,mów, że idziemy na dno i potrzebujemy pomocy.
-Psia mać !-od razu zaczol przekazywac ,,morsa,,
Image and video hosting by TinyPic
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Historyjka 4a

czwartek, 15 listopada 2007 19:45
Rozdzial 15
Jack patrzyl przez okno na ocean. Zrobilo sie znacznie zimno.
Jack chucha(?)sobie w rece.Wszedl spowrotem do pokoju dziennego Rose.
Ona wyszla z jakiegos pomieszczenia.
-Robi się chłodniej.-mowi Jack-Ladnie wygladasz :)
Nagle ktos zapukał.To lokaj Cala. Rose chwycila reke Jacka i zaciagla
go do drugiego wyjscia.
-Moje rysunki!-odparl Jack.
Ale bylo juz za pózno.Lokaj juz tam wszedl. Zaczoł sie rozgladac.Gdy nagle
uslyszal zamykajace sie drzwi.Domyslil sie ze to Rose.Idzie w
tamta strone.Jak i Rose wyszli juz z kajuty Rose.Po chwili lokaj tez.Obrocili
sie.I zaczeli uciekac.Lokaj zaczol ich gonic.Rose i Jack biegna po schodach.
Dobiegli do windy
-Zaczekaj! chwila
-Na dół
Wsiedli do windy.Jack jak najszciej zamknal kraty. Ida winda w dół.
Lokaj dobiegl.Uderzyl w kraty.Rose pokazala mu ,,fuck you''a potem
mu niewinnie pomachala.
-Ufff...-pomyslal Jack
Ale lokaj nie dawal za wygrana.Zszedl na dół. I nadal ich szuka.
Tymczasem oni wyszli z windy.Jack wpadl na kucharza
-sorry..
Rose zachichotala.Nadal uciekaja.Chcą miec pewnosc ze juz maja tego lokaja
z glowy.Jack znowu na cos wpadl.Tym razem na wozek z jedzeniem.
Przystaneli przy jakis kajutach.Zaczeli sie smiac.
-Haha...Jak na lokaja to twardy facet.-Jack nasmiewa sie -Prawie jak policjant
-zgadles

-O cholera..-caly byli zdyszani.A nagle Jack w szybce od drzwi
Uciekaja.
-tEdy-mowi Jack
Ale okazalo sie ze to slepa uliczka.
-nie. tedy
weszli do kotlowni.Lokaj juz nie mógl otworzyc drzwi.The end
Znalezli sie w pomieszczeniu gdzie byl straszny halas.Rose zatykala uszy
-co teraz??-pyta sie Rose
-Co??-nie slyszy Jack.
Zeszli na dól.Tutaj byla goraczka. Pelno ludzi pracowalo.Widac bylo
prawie sama pare.Nagle wyskoczyl jakis gosciu.Wysmarowany od smary.

-Co tu robicie ?-pyta sie-To niebezpieczne !
-Na przód.-Rose pociagla Jacka i znowu uciekaja
Ten gosciu nadal sie drze.Suknia Rose powiewała.
Tymczasem Cal niecierpliwil sie.Dawno nie widzial RoseGdy Jack sie zmeczyl.Chwycil Rose.Zatrzymali sie.Jack spojrzal jej
gleboko w oczy i ja pocalowal.
Rozdzial 16
Jack i Rose udali sie do miejsca gdzie przechowywano samochody
i takiego typu rzeczy.BYlo tam chlodno.
-Zobacz, co my tutaj mamy.-mówi Jack.

Poczym otworzyl jej drzwi do jakiegos auta.
-Dziękuję
Ona usiadla.Rozejrzala sie i zobaczyla 2 roze.

Jack zasiadl przy kierownicy.Rose otworzyla szybe.
-Dokąd, panienko ?-Jack zatrabil

- Do gwiazd-szepla do niego Rose
on na nia spojrzal a ona go zaciagla na tyly.Jack ja objol.Chwycili
sie za rece.

-zdenerwowana?-pyta sie Jack
-Nie-Patrzą sie na siebie.-Dotykaj mnie Jack...

No i sie pocalowali no i .. ee..wiecie :D ,,ten tego,, heh...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historyjka4

czwartek, 15 listopada 2007 19:43
ROZDZIAL 14
Nadchodzi zmierzch.Pan Smith kaze zwiekszyc predkosc statku. Chce jak najszybciej byc na miejscu.Sadzi ze gdy pojawia sie góre lodowe bedzie je omijał.Tymczasem Jack i Rose udali sie do pokoju dziennego Rose.Rose chciała aby Jack ją narysował

-Wystarczy swiatla?-pyta sie Rose
- Słucham ?-Jack
- Artystom potrzebne dobre światło
- Nie przywykłem pracować w takich...okropnych warunkach-nasmiewa sie Jack

Nagle Jack zauwazył jakis obraz. Podszedl szybko do niego i dotknał
-Mone...
- Znasz jego obrazy ?-pyta sie Rose
- Oczywiście !Spójrz, jak posługuje się kolorem.To jest znakomite.
-Cal zawsze wozi ze sobą to monstrum.
-Możemy się go niedługo spodziewać ?-pyta sie jack
-Nie, dopóki wystarczy cygar i brandy.

Rose wzieła naszyjnik który Cal dał jej pare dni temu.Pokazala go Jackowi
-ładny-mówi Jack-Co to jest ? Szafir ?

-Brylant.bardzo rzadki-Rose spojrzała na Jacka-Mógłbyś narysować mnie jak twoje Francuzki?

Jack spojrzal na Rose.
-W tym-chodzi o diament.Mówi Rose
-Dobrze
-tylko w tym
Rose poszla sie przebrac. Ubrala tylko przeswirujacy szlafrok. Jack przysunoł kanape i poprawił poduszki , potem oszczył wtedy swój ołówek. Rose wyszla .Jack na nia spojrzał.

-Kolejny mój portret,na którym wyglądam jak lalka,nie jest mi na nic potrzebny.-mówi Rose
Podeszla do Jacka i dała mu monete
-Jako klient, który płaci,chcę dostać to, czego chcę.-Rose
Jack sie usmiechnął. Ona zdjełą szlafrok. Jack zaniemówił.Po chwili sie odezwal
-Na łóżku... na kanapie.-pokazal zmylony
Rose sie polozyła na tej kanapie. Potem Jack zaczoł ją rysować.Zachowywał sie jak profesjonalista

-Zdaje mi się, że się pan zarumienił,panie artysto. :)Nie wyobrażam sobie,żeby Mone się rumienił
-Bo Mone malowal pejzarze
- Zrelaksuj twarz.
- Przepraszam.
-I nie śmiej się.Gdy Jack skonczył sie podpisał. Rose sie ubrała.Pocałowała go

-dziekuje-mówi Rose.Po chwili
Mógłbyś schować to w sejfie dla mnie ?-pyta sie Rose do Jacka. On wzioł od niej pudelko z brylantem i schował je do sejfu.
TYMCZASEM Cal szuka Rose. Zalecił Lovejoywi zeby ja odszukał.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Histoeyjka 3a

czwartek, 15 listopada 2007 19:41
Rose z mamą , calem i panem Brucem chodza dalej po pokladzie.Andrews opowiada o statku...Rose obliczyla:
-Przemnożyłam liczbę szalup przez liczbę miejsc,o których pan mówił.Chyba nie ma w nich miejsca dla wszystkich.Dla około połowy.-mówi rose
-Jest pani bardzo spostrzegawcza.Skonstruowałem nowy typ dżwigu,aby mógł stanąć tu drugi rząd szalup.Ale ktoś uznał,że wówczas pokład byłby zagracony.

Więc zrezygnowano z szalup.Są zbędne na niezatapialnym statku.Niech pani śpi spokojnie.-usmiechnał sie-Zbudowałem dla pani mocny statek.Sam jestjedną wielką szalupą.Tymczasem Jack zeby go nie rozpoznali ukradł od jakiegos pana plaszcz i czapke. Zobaczył Rose i idzie. Ona szła z tyłu wiec mógł ja chwycic.
-Rose..-zawołał ja po czym chwycił za reke
Weszli do siłowni. Nikogo tam nie było.
-Jack, to niemożliwe.-mówi Rose-Nie mogę się z tobą widywać.
Rose juz szła do wyjscia ale on ja zatrzymał.
- Chcę z tobą porozmawiać.
-nie Jack,nie..
Jack zdjał kapelusz
-Jestem zaręczona.-mówi Rose-Wychodzę za Cala.Kocham go.
-Rose, masz trudny charakter.Jesteś też trochę kapryśna.Ale oprócz tego jesteś najwspanialszą,zdumiewającą, cudowną dziewczyną. Kobietą... jaką spotkałem.
-Jack...

-Pozwól mi powiedzieć do końca.-wykłuca sie Jack .Mowi dalej-Jesteś zdum...Nie jestem idiotą.Wiem, jaki jest ten świat.Mam dziesięć dolarów w kieszeni i nic ci nie mogę dać.Zdaję sobie z tego sprawę,ale zbyt
jestem zaangażowany.Ty skaczesz, ja skaczę. Pamiętasz?Nie mogę odejść, zanim nie upewnię się,że wszystko w porządku.
-Tak, jest w porządku
-Na pewno?Myslę ze nie.Uwięzili cię, Rose.Umrzesz, jeśli się nie uwolnisz.-Jack patrzy jej głęboko w oczy i mówi.Może nie od razu,bo jesteś silna, ale...ten ogień, który w tobie kocham, Rose,ten ogień się wypali.
-Ty mnie nie uratujesz.-mówi Rose a Jack dotyka jej policzka.
-Masz rację.Tylko ty mozesz to zrobic.
-Wracam-Rose wzieła rekę z jej policzka-Zostaw mnie w spokoju...
Rose wyszla.Jack posmutniał.
Mineło pare godzin. Jack sam chodzi po statku..smutny i poszedł sobie na dziup. początek statku. Tymczasem Rose jest w jadalni i spozywa posiłek.
Matka jej rozmawiała o jej slubie.Wszysto za nia ustalała.Rose zapatrzyła sie na matkę z córka. Mama uczyła ja manier. Rose przypomniała sobie jak mama wpajała jej rózne zasady. Zdecydowała ze nie zrezygnuje z Jacka.Poszła go poszukac.Po paru minutach Rose doszła na poczatek statku. Zobaczyła Jacka. Był wpatrzony w zachód słonca.

-Cześć Jack
On sie odwrócił i ja zobaczył.
-Zmieniłam zdanie-kontunłuje Rose i podeszła blizej-Powiedzieli mi że tu bedziesz...
-Ciiii....-Jack jej przerwał-Podaj mi ręke
Rose podała.I idzie z nim na poprzeczke.-I zamknij oczy. Dalej.
Rose je zamkneła.
-Stan tu-mówi Jack-Trzymaj się poręczy.Nie podgladaj :)Wejdż na balustradę.Trzymaj się... tak.Nie otwieraj oczu.
Rose cały czas ma zamkniete oczy. Weszla tak jak jej kazał Jack.Chwycił jej dłonie.
-Ufasz mi? -pyta sie Jack
-Ufam
Jack pokierował rece Rose jak ptaka skrzydla
-w porządku. Otworz oczy.-Chwycił ja za barki.Ona otworzyła oczy-JA LECE... Jack!- Rose czuła jak by latała. Przed jej oczyma widziała tylko ocean...Potem rece jej i Jacka sie złączyły...
-Przybądź, Józefino,Mą latającą maszyną...W górę leć,w górę leć-szeptał Jack
Rose spojrzała na Jacka i pocałowała go.Całowali sie tak przez długo...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Hisryjka3

czwartek, 15 listopada 2007 19:39
Rose je sniadanie z Calem.
-Zeszłej nocy myślałem, że przyjdziesz.-odparł
-Byłam zmeczona.
-Zmęczyłaś się wyczynami pod pokładem??
-Widzę, że wysłałeś tego lokaja,żeby mnie śledził.
-Nie będziesz się tak zachowywać,Rozumiesz ?
-Nie jestem twoją podwładną.Jestem twoją narzeczoną.
-narzeczoną??narzeczoną??-Cal sie wkurzył i wyzucił wszystko ze stolu i wogole cały stół.-Jesteś już prawie moją żonąi musisz okazać mi szacunek!!Będziesz mnie szanować,jak na żonę przystało.Nie dam zrobić z siebie głupka.Czy tak trudno to zrozumieć ?
Rose sie przestraszyła.
-Nie-odpowiedziała
-to dobrze- poczym wyszedł.
Podbiegła słuzaca i zaczeła sprzatac. Pomogła jej Rose.
-Przepraszam-Rose do słuzacej
-Nie trzeba panienko...posprzatam...

Rose usiadła...





Komentarze [7]

Rozdział 12 >> 22 stycznia 2007 12:14
ROZDZIAŁ 12
Po tym całym zdarzeniu Rose poszła do siebie. Mineło troche czasu i Rose stoi przy lóżku a słuząca jej zaciska gorset. Nagle wchodzi matka Rose, Rote i prosi o herbate słuzącą. Ona jej momentalnie posłuchała a czynnoscia zajeła sie mama. Zaciskała jej gorstet bardzo mocno

-Więcej się z nim nie spotkasz.Rozumiesz ?-mówi mama- Rose, zabraniam ci.

-Przestan mamo.Bo będziesz miała krwotok z nosa.
Mama sie wkurzyła i chwyciła Rose i ją odrwrociła.
-To nie jest zabawne.Nasza sytuacja jest wyjatkowa.Pieniędzy już nie ma.Wiem, że się skończyły.Przypominasz mi to codziennie.
-Twój ojciec zostawił nam tylko długi i niezłe nazwisko.Nie rozumiem Cie. Hocley to dobra partia. Dzięki niemu przetrwamy.
-Tylko dlaczego mnie tym obarczasz?-mówi Rose
- Dlaczego jesteś taka samolubna ?

-Ja samolubna?
-Mam pracować jako szwaczka ?-matka juz nie mogła wytrzymac. Obróciła sie i miała łzy w oczach. Rose chyba ustapiła
-Wiec to bedzie w porzadku?-pyta sie Rose
-Oczywiscie ze bedzie.Jestes jedną wolna kobietą. Małzenstwo jest prosteRose nic nie odpowiedziała. Matka juz wie ze Rose sie zgodziła. Wiec pocałowała ją w policzek.PO czym znowu zawiaza jej gorset.

Mineło pare godzin.
Rose razem z mamą i panem Embrucem wybrali sie po statku. Embruce zaczał opowiadac im o statku. Doszli na siłownie.Jakis pan zaczoł im pokazywac rózne przedmioty do cwiczenia. Np rower. Zapomniałam dodac ze jest z nimi tez Cal. Wychodzac Rose uderzyła z piesci o worek trenigowy.
Tymczasem Jack z przyjaciómi chcą sie przedostac na pokład pierwszej klasy.
Tomy mówi Jackowi ze drzwi sa zamkniete dla trzecich klas ale on to olewa.Przeslizgnoł sie na góre. Jednak Farizio i Tomy nie ma ją szczescia. Zauwazył ich ktos i od razu wywalił.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historyjka2a

czwartek, 15 listopada 2007 19:38
-Czekam przy zegarze .JAck
Rose poszła po chwili. Jack oczywiscie juz na nia czekał . Rose sie usmiechła a Jack sie obrócił.


-Chcesz iść na prawdziwą zabawę ?-pyta sie Jack
- Z checią :)-odpowiedziała rose

No i poszli na pierwszą klase na zabawe. Ludzie sie bawili , tanczyli smiali i popijali.Mineło pare minut. Jack tanczył z dziewczynką a Rose im klaskała i sie cieszyła razem z nimi. PO chwili Jack spojrzał na Rose a potem szepnał do małej:
-Teraz chcę z nią zatańczyć, dobrze ?
Dziewczyna pomachała głowa ze w porzadku i Jack zawołał Rose do tanca:
-Chodz-Rose nie chciała -NO chodz!
Wzioł ja za reke i ją ciagnie na parkiet
-Jack nie. NIe. Nie potrafie
-Musimy przysunąć się bliżej.-zblizyli sie do siebie. Spojrzeli sie na siebie a Rose sie usmiechła-Dobrze :)

Nagle zaczeła sie barddzo rytmiczna piosenka
--Nie znam kroków.-mówi Rose
-Ja tez nie! ;) Ani ja. Daj się unieść rytmowi. Zaczeli tanczyc.Rozbawili sie.
Komentarze [4]

Rozdział 11 CAL I JEGO INRTYGA >> 15 stycznia 2007 10:29
Jack pokazał swoje kroki stepowe. Potem Rose zdjeła buty i tez zaczeła tanczyc.
-brawo-Jack mówi
Gdy juz sie zmeczyli przystaneli. Są przy barze. Są stoliki gdzie ludzie grają w karty i popijają piwa. Rose staneła i zaczeli pic...Jack na nia spojrzał ze zdziwieniem
-Co ? Myslisz ze panna z 1 klasy nie umie pic? :)-powiedziała Rose
Nagle ktos popchnał Rose i piwo sie na nią wylało.
-idz z tad!-krzyczy Jack na tego co rozlał- Nic ci nie jest Rose?-przejoł sie Jack
-Nic mi się nie stało.-odparła Rose poczym spojrzała na ludzi grających w karty i podeszła. Wzieła od kogos papierosa.
-So...,Myślisz, że jesteś taki twardziel ?-pyta sie Rose-Potraficie zrobić to ?
Panowie z zaciekawieniem patrzą na Rose. Ona sie przymierzyła
-Potrzymaj Jack-Rose dała Jackowi do potrzymania zkrawek sukni.
Rose sie wyprostowała i staneła palcami od nóg. Stała ponad 10 sekund.Po czym spadła a Jack ja chwycił.I patrzą na siebie
-NIe robiłam tego od lat :)

To wszystko widział słuzacy patrzacy z pod schodów od wyjscia z zabawy.
**************************************************
KOLEJNY DZIEN
***********

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historyjka2

czwartek, 15 listopada 2007 19:37
RoZdZiaŁ 9
Rose zacisła zeby i przedstawiła Jacka. On poknał sline , którą własnie miał wypluc...pozostawił troche na podbrudku
-Przedstawiam Ci Jacka Dawsona-powiedziała Rose
Molly pokazała Jackowi ze ma sie wytrzec. Zrobił to.
-Miło mi- mama spojrzała na Jacka jak na jakiegos wyzutka.Wszyscy inni byli ciekawi chłopaka który uratował zycie Rose.
-Chyba nieźle jest mieć panaw pobliżu, w razie czego.-usmiechła sie Molly , mówiac do Jacka.
Nagle zaczeły bic dzwony, trabki itp
-Dlaczego zawsze ogłaszają obiad jak atak kawalerii ?-pyta Molly
-Mamo pojdziemy sie przebrac?? -pyta sie Rose matce. Matka kiwneła głową.-Zobaczymy się na obiedzie.-powiedziała do Jacka i wraz z matka poszły. Jack patrzył skupiony na Rose.
Molly patrzy na młodzienca
-No, synu ?Synu!.....Wiesz, w co się pakujesz ?
-No własnie nie bardzo-odparł Jack
-Masz zamiar wejść do gniazda żmij.Masz co na siebie włożyć ?-Molly spojrzała na niego. Miał na sobie swojskie spodnie i koszule z szelkami.
Image and video hosting by TinyPic
-Cos wymysle :)
-Chodz - Molly wzieła pod pache Jacka i idą do kajuty jej.
Jakis czas potem.
Molly ubrała Jacka w ciuchy swojego syna.Zrobiła mu fryzure na zel. Jack przyglada sie w lustrze
-Miałam rację. Ty i mój syn jesteście podobnego wzrostu.-mówi Molly patrzac z zachwytem
Znowu jakis czas potem. Jack jest przy zegarze przy wielkich schodzach.
-Dobry wieczór-mówi jakis pan z pierwszej klasy
-Dobry wieczór-odpowiedział Jack .Czuje sie jak panicz :P:P
Jack zaczoł nasladowac innych. Nagle schodzi Cal i matka Rose.
-Witam
Mówili cos miedzy sobą.
cal: gdzie rose?
-idzie
Oni troche poszli dalej. Rose schodzi ze schodów. Patrzy na Jacka który sam do siebie macha reka jakby sie witał (buhahaha). Gdy Jack sie skapł ze ona schodzi to przestał.Patrzy na nia. Podszedł blizej. Ona na niego patrzy z podziwem i sie usmiecha.Doszła do niego. Razem patrza na siebie prosto w oczy.
Chwycił ja za reke i pocałował tą reke.
-Znam to z filmow. Zawsze chciałem tak zrobić.- powiedział Jack . Wcioł ja pod pache i idą.
Rose zaczepia Cala:
-Kochanie?-Cal sie obrucił do nich-Pamiętasz pana Dawsona ?
Cal spojrzał na niego
Image and video hosting by TinyPic
-To niesłychane. Wygląda panprawie jak dżentleman !-powiedział cynicznie
-Prawie-zekł Jack
-Niesamowite-Cal nie mógł uwierzyc w przemiane jacka

Rozdział 10
Jack poprowadził Rose na kolancje. Po drodze ona opowiadała mu o rodzinach którzy płyneli Titaniciem. jack był zdenerwowany napewno ale nie dał sobie tego poznac.POtem usiedli wszyscy. Matka Rose dziwnie patrzyła na Jacka.Zadawała Jackowi dziwne aroganckie pytania typu : ,,Jak sie zyje w 1 klasie''. Ale Jack sie zachował dobrze i odpowiedz przywrócił w zart. Potem Cal sie wtracił i mowiac do wszystkich:
-Pan Dawson przybył tu z trzeciej klasy.Przyszedł mojej narzeczonej z pomocą.Aby wspomóc troche Jackowi Rose dopowiedziała:
-Pan Dawson to artysta.Był tak miły i pokazał mi dziś kilka swoich prac.

Potem Cal oczywiscie mówił ze ma inny gust.

-Gdzie pan mieszka panie Dawson-spytał ktos

Jack powiedział ze na titanicu teraz. zaczał mówic wazne zdania w zyciu. Ze nie wazne co poniesie los. CZLOWIEK JEST KOWALEM WŁASNEGO LASU.Ale nie bede sie wypisywac. Potem panowie wybrali sie na brendy gdzie bedą rozmawiac o polityce. Jack postanowił ze nie pojdzie a Cal jeszcze swoje oczywiscie powiedział. Jack pozyczył długopis od Molly i napisał cos Rose. Udając ze sie z nia zegna dał jej tę kartke. Usmiechnał sie i poszedł. Rose otwarła kartke i przeczytała.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historyjka 1A

czwartek, 15 listopada 2007 19:33
ROZDZIAL 8
Panie z pierwszej klasy siedziały przy stole. Podeszła Moly Brown. Mama Rose nazywała takich ludzi nowobogadzkimi...
Potem kapitan rozmawiał z Hrabia i mysleli nad zszybszeniem tempa statku... WTEdy BY trAfILi nA czOłwki Gazet .
Tymczasem Jack i Rose chodzili po pokładzie. Rozmawiali ze sobą z dobrą godzine...smiali sie razem i opowiadali sobie rózne historie. Rose chciała by byc wolna... i takie tam :P podszedł do nich lokaj i spytał sie o cherbate a ona zekła stanowczo: -NIe!!
Jack sie usmiał... Potem rozmawiali dalej i Rose podeszła do kamery i sie ustawiła.
Potem Rose zaczeła opowiadac z pasja.
-Pojedziemy kiedyś na tamto molo,nawet jeśli to tylko marzenia.robimy to. Wypijemy tanie piwo.Pójdziemy na karuzelę.A potem będziemy galopować
konno wzdłuż brzegu jak cowboye.Nie w damskim siodle.
-Okrakiem ?-pyta sie JAck
- Tak.Pokarzesz mi? -patrzy na Jacka
- Jeśli tylko chcesz :)
- Naucz mnie jeździć po męsku.
- I żuć tytoń jak facet i pluc jak facet
-Nie uczyli cie tego w szkole?
- NIe! -rose powiedziała
-to chodz pokaze ci- Jack zaciagnał ja obok. Są przy barierze.Ona nie chciała i mówiła:
-Jack! Nie! Jack!
Gdy jzu podeszli:
- Nie mogę tego zrobić.-powiedziała Rose
-Popatrz uważnie.-Jack zrobił zamach i churchnął na ocean( :P)
- To odrazające!!
-Teraz twoja kolej
Rose plujneła od niechcenia.
-Musisz to zrobić inaczej.Ramiona tutaj. Wygnij plecy.-rose to zrobiła. Poleciało daleko
-Widzisz, jak poleciało ?-cieszą sie
Jack chciał pokazac jeszcze raz. Pplujnał se. Potem chciał znowu ale....
Nagle pojawiła sie matka Rose i inne kobiety...Rose sie zdziwiła
-Mamo!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historyjka 1

czwartek, 15 listopada 2007 19:31
rozdział 7
Rose wróciła do siebie. Myslami była jakby gdzies indziej. Sama nie wie o czym lub o KIM myslała. . . Siedziała przy lustrze i zaczeła czesac włosy. Nagle wszedł Cal.
-dobry wieczór Rose-powiedział Cal
Rose na niego spojrzała. Miał w rece szkatułke. Otworzył nia i pokazał jej naszyjnik w kszałcie serca. Niebieski
-Chciałem wstrzymać się z tym do naszego przyjecia...-mówi Cal-..w przyszłym tygodniu ale pomyslałem sobie: DZIS WIECzOr -usmiechnał sie. Rose odłozyła szczotke i chwyciła medalion.Była zdumiona.
-Dobry Boze...-zdziwiła sie Rose
-jako dowód moich uczuc do ciebie Rose
Cal zawiesił go na szyje Rose
-Czy to ...
-Brylant?Tak :) Dokładnie 56 karatów.Nosił go Ludwik XVl, nazywano go "Le Coeur de la Mer"
-Serce oceanu-dodała Rose
-To królewski klejnot.Jesteśmy królewskim rodem, Rose.Nie ma takiej rzeczy,której bym ci nie podarował.Nie mogę ci niczego odmówić, jeśli...jeśli ty mi nie odmówisz.-Cal liczy na cos wiecej niz tylko małzenstwo-Otwórz przede mną swoje serce.
Rose tylko na niego spojrzała

***************KOLEJNY DZIEN*******************************************
Rose spotkała sie z Jackiem. Chodzi z nim po pokładzie i sobie gawedzą.
-Jestem sam od 15 roku życia,kiedy straciłem rodziców.Nie miałem bliższej rodzinyw tej części kraju.Poszedłem w świat na długo.Możesz nazywać mnie badylem na wietrze.Przeszliśmy już prawie milę,spacerując po pokładzie,
gadając o pogodzie i o moim dzieciństwie.Ale wydaje mi się,że nie po to tutaj przyszłaś?- zapytał sie Jack. Rose mocno wsłuchiwała sie w słowa Jacka
-Panie Dawson...ja...-mówi Rose
-Jack-poprawił ja zeby juz przeszli na TY
-Jack..Chciałabym podziękować ci za to,co zrobiłeś.Nie tylko za wciągnięcie na pokład,ale i za dyskrecję.
-Nie ma, za co.
-Słuchaj. Wiem, co musisz myśleć.Nieszczęśliwa bogata panna.Co ona wie o nędzy życia?
-Nie... Nie o tym myślałem.-uswiadamia jej Jack-Nie... Nie o tym myślałem.
Myślałem, co takiego przydarzyło się tej dziewczynie,że nie widziała innego wyjścia.
-Hm... ja...Powodem było właściwie wszystko.Cały mój świat...-staneli-
Inercja mojego życia pcha mnie dokądś,a ja nie umiem jej zatrzymać.-Rose pokazała mu pierscionek zareczynowy od Cala
-Boże! Patrzcie no!Z tym u szyi poszłabyś prosto na dno.
-Rozesłano 500 zaproszeń.Przybędzie cała filadelfijska śmietanka.
Rose zaczeła mu opowiadac o slubie...On sie wsłuchiwał.
-A ja wciąż mam wrażenie,że stoję w salonie pełnym ludzi,krzycząc, co sił i nikt nawet na mnie nie spojrzy.-opowiada Rose

-Kochasz go?
-Przepraszam?
-Czy go kochasz?
-Nie powinieneś mnie o to pytać.
-To proste pytanie.Kochasz czy nie?
-To niestosowna konwersacja.
-Dlaczego nie odpowiesz?
Image Hosted by ImageShack.us
-To nonsens. Nie znasz mnie.Ja nie znam ciebie.I ta rozmowa nigdy się nie odbyła.Jesteś niegrzeczny, źle wychowany.Żegnam pana.-Rose sie wkurzyła lekko. Nie chce mówić obecmu swoich uczuc.Podali sobie rece na pozegnanie.
-Jack... panie Dawson, miło było.-zegna sie Rose-Odnalazłam pana i podziękowałam.-nadal sie trzymają za reke
- Obraziłaś mnie. :) -Jacka to cała sytuacja smieszy troche
- Zasłużyłeś na to.
- Racja.
- Racja.
- Myślałem, że chcesz odejść. :)
- Już idę.- pusciła jego reke i odchodzi.-Irytujesz mnie-idzie dalej. Nagle staneła.Wróciła tam.Jack włozył rece w kieszen. I sie usmiecha
-Czekaj. Ja nie odejdę.To mój pokład.Proszę odejść.-Rose wskazała palcem
-No pięknie!I kto jest teraz niegrzeczny?
Rose spojrzała co trzyma w rece i zauwazyła ze to szkicownik. Wzieła go od niego.Przeglada
-Kim właściwie jesteś? Artystą?-pyta sie Rose-Hm... są niezłe.-zachwyca sie Rose...usiedli na lezakaach-Są, hm... Są wręcz świetne.Jack, to znakomite szkice
- Nie podobały się w Paryżu.
-W Paryzu?-zdziwiła sie-Sporo podróżujesz jak na bie...Hm... no... jak na osobę o skromnych dochodach.
-Jak na biedaka. No, śmiało.-nie krempuje sie Jack. Rose przechwala jego prace. Są na nich najczesciej nagie kobiety... -Te rysowałeś z natury?
-To pozytywna strona Paryża.Wiele dziewcząt gotowych się rozebrać.
Rose zwrociła uwage na jedną kobiete...
-Lubiłeś tę kobietę.Rysowałeś ją wiele razy.
Image Hosted by ImageShack.us
-Miała piękne dłonie, widzisz?-pokazuje na jednym szkicu jack te dłonie
- Może miałeś z nią romans.

-Nie, nie , nie :)Jedynie z jej dłońmi.To jednonoga prostytutka.Widzisz??
I tak JAck pokazywał te prace... ludzie przechodzili obok a Rose patrzyła na te szkice ukratkiem tak aby inni nie zauwazyli co Rose oglada :P W koncu Rose skonczyła oglaadac. Spojrzała na Jacka
-Masz wielki dar, Jack. :)Naprawdę masz.Potrafisz patrzeć na ludzi. :)
-Teraz patrzę na ciebie.
-i? :):) -wywysza sie smiechowo :)Jack spowazniał
-Nie skoczyłabyś.
CDN.....KOMENTY PISAC!!!!!!!!

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Historyjka

czwartek, 15 listopada 2007 19:29
rozdział 5
Rose nadal biegnie ... Tymczasem na pokładzie na ławce leży sobie Jack i popala papierosa. Zauważył biegnącą Rose. Wstał z ławki i idzie w strone biegnącej Rose. ...
W końcu Rose dobiegła do końca statku. Wzieła pożądny oddech i stanęła na poręczy i weszła na drógą strone burty. Rose ma zamiar skoczyc. Jack to zauwazył i tam poszedł. Stanał obok niej .
- Nie rób tego.. -powiedział do niej Jack
- Cofnij się. Nie podchodź bliżej.- odpowiedziała Rose spoglądając lekko na Jacka
Jack wyżucił papierosa do oceanu i tym samym sie zblizył do Rose.
-Daj mi ręke. Wciągnę Cie na pokład.-mówi JAck
- Zostań gdzie jesteś.Mówię serio. Pusszcze sie.
-NIe puścisz-Jack pewny siebie to powiedział
-Co masz na myśli ?- Rose jest bardzo ciekawa odpowiedzi
-Już byś to zrobiła.
-Rozpraszasz mnie. Idź stąd
Rose znowu sie przymierza do skoku.
-Nie mogę.Jestem już w to zamieszany.Jeśli sie puścisz będe musiał skoczyć za Toba.
Jack sciągnął kamizelke i buta.
-Nie gadaj bzdur. Zginiesz.- Rose nareszcie mówi jak prawdziwa kobieta
-Dobrze pływam
-Zabije Cie sam upadek
-Bardziej nie pokoi mnie ta zimna woda
- Jak zimna? -pyta sie Rose
-Lodowata.Kilka stopni poniżej zera.Czy kiedyś byłaś w Wisconsin ?
- Słucham? - Rose nie wie o co chodzi.
-Tam zima jest bardzo mroźna.Tam się wychowałem,koło Chippewa Falls
Kiedy byłem mały,|łowiliśmy z ojcem ryby w przerębli na jeziorze Wissota.To znaczy..
-Wiem, co to jest !
- Przepraszam- Jack zamilkł na chwile.-Lód był cienki i wpadłem do wody.I mówię ci...że w tak zimnej wodzie,jak ta tutaj pod nami,masz wrażenie tysiąca noży wbijających się w ciało.Nie możesz oddychać.Nie możesz myśleć o niczym innym tylko o bólu.Dlatego nie chce mi się skakać tam za tobą.Ale jak już powiedziałem,nie mam wyboru.
Mam nadzieję, że przejdziesz przez balustradę i zwolnisz mnie.
-Jesteś szalony.
-Tak o mnie mówią, aleza pozwoleniem, panienko,to nie ja zwisam teraz z balustrady.
JAck sie do niej jeszcze bardziej zbliżył.Wyciągnął swoją ręke. Rose na niego spojrzała znowu.
-Chodz tu - powiedział Jack-podaj mi ręke.
Ona mu podała a on sie przedtawił i sie uśmiechnął.
-Jestem Jack Dawson.
- Rose DeWitt Bukater
-Musiałabys mi to zapisać :) Chodz
Jack zaczął przeciągać Rose na bezpieczną strone burty.Ale pech chciał że Rose nadepła na swoją sukienke i sie wyślizgła... Jack ją trzyma a ona zwisa...
- POMOCY !!!!!!!!!! RATUNKU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAROZDZIAŁ 6


Rose nadal zwisa z barierki. Jack ją trzyma.
- Pomóż mi ! ! !Proszę ! ! !- krzyczy Rose do Jacka. Rose już jest cała w panice. - Pomóż mi!!,,,, :'(
-Słuchaj! słuchaj mnie!! -mówi Jack- Trzymam Cie. Nie puszcze Cie.Teraz się podciągnij !
Rose pokiwała głową.
- NO!
-Świetnie. Dasz rade :)
-Udało sie!

Jack ją przeniósł na bezpieczną strone statku.Tymczasem te krzyki usłyszeli marynarze. Biegnął tam. Gdy dobiegli to zastali Jacka leżacego na Rose. Jack był bez utów a ona miała rozdartą suknie lekko. Marynarze mogli tylko jedno sobie pomyśleć. Że ją chciał zgwałcić.
- Co się tu dzieje? ? -pyta sie jeden z marynarzy-Cofnij się ! Nie ruszaj się !
Jack wstał. Rose powoli też wstaje.
- Dziękuje- usmiechła sie lekko Rose. Jack sie tez uśmiechnął. Po 6 min przyszedł Cal , jego służacy i oficer żandarmerii. Okryli Rose kocem.
Cal spojrzał groźnie na Jacka. Jego trzyma marynarz aby nie uciekł.
-Ależ tego nie można darować !Jak śmiałeś dotknąć moją narzeczoną??!! !- mówi Cal do Jacka-Spójrz na mnie, bydlaku !
-Cal....-powiedziała Rose jak by chciała sie wybronic
-Co ty sobie wyobrażasz ?!?!-Cal nadal dreczy Jacka
- Cal, przestań ! To był wypadek.
-Wypadek?- niedowierzanie pyta sie sie Cal

-Tak. Wypadek. Głópio, naprawde.Wychyliłam się za burtę i pośliznęłam.
Wychyliłam się, bo chciałam zobaczyć hmm... - Rose zaczeła coś mieszać. Zmyślać.. żeby nie wydało sie że chciała sie zabić.
- Śruby?-podpowiada Cal
-Tak! Śruby.I pośliznęłam się. Wypadłabym za burtę,ale pan Dawson mnie uratował i o mały włos sam nie wypadł.
Jack przytakuje jej a Rose sama też jakoś sie wykręciła. Jack ją kryje.
- Chciała obejrzeć śruby !- Kobiety i technika.
-Tak to było ?-pyta sie sie ten co go trzymał.
-Tak. Mniej więcej.- odpowiedział Jack
-Chłopiec jest bohaterem.Dobra robota, synu.- poklepał go . Jack sie uśmiechnął.
-Wszystko w porządku.- mówi Cal do Rose. Razem idą.-Wróćmy do brandy.Spójrz na siebie. Przemarzłaś.Wracajmy do środka.
Służacy spojrzał na JAcka i powiedział do Cala:
-Chłopiec powinien coś dostać ?
-Oczywiście.- służacy wyjąc portfel-dwudziestka wystarczy.
Rose spojrzała na Cala i sie zdziwiła lekko.Potem mówi:
-Taka cena za uratowanie kobiety,którą kochasz ?
-Rose jest niezadowolona. Co robić...hm...Już wiem.Może zaszczyci nas panswoją obecnością jutro i opowie naszemu gronu przy obiedzie|o swym bohaterskim czynie?
- Może pan na mnie liczyc. - odpowiedział Jack

-Świetnie. To jesteśmy umówieni. to może być intersujące..mmm :)
Cal i Rose już sobie idą. Jack podszedł do służacego.
-Ma pan... może papierosa ?- Służący dał mu. Spojrzał na buty gdzieś tam leżace.
-Powinieneś to zawiązać i ubrać.Interesujące.Młoda dama pośliznęła się tak nagle a pan miał czas na zdjęcie marynarki i butów....
-hm :)
(cdn)
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Cd

czwartek, 15 listopada 2007 19:27
Mineło pare minut. Jack wraz z Farizio wybrali się do 3 klasy do kajut. weszli tam. Były tam jeszcze oprucz ich 3 łóżka.
-Gdzie jest Sven ?- pyta sie jakiś mężczyzna drógiego.
On tylko pomachał głową że nie wie. Rozgościli sie.
-To będzie podróż stulecia-cieszy się Jack
-Tak! Mamy szczeście. Wielkie szczeście- powiedział Farizio.
Jack zaponał sie z lokatorami.
-Jestem Jack Dawson.Miło mi-powiedział i wyciągnał do nich rękę.

***********************************************************
Tymczasem Rose z matką i Calem ida do kajut.
- Na lewo kochanie- odżekł Call do Rose. Ona tylko na niego spojrzała i poszła. Weszli. Ich rzeczy już tam na nich czekały.Znowu mineło pare godzin.
- To pański prywatny pokład sir.Czy życzy pan sobie czegoś?- pyta się sługa.
-Nie nie.-Cal odpowiedział.
-wybaczy pan.- po chwili wyszedł.
Rose zaczeła czuć sie tu jak w domu. Poniewaz płyną pierwszą klasą to maja luksusy. Inni musza sie gnieść w kajutach a oni mają osobna kabine. Wielką jak by to było jakieś mieszkanie. Rose postanowiła że wywiesi obarazy.
-A ten z wieloma twarzami?- pyta Rose pokojówki
-Jest tutaj-odpowiedziała pokojówka
Cal nie znosił obrazów.Spojrzał na nie i powiedział:
- Boże , tylko nie te bohomazy. Wyżycanie pieniędzy w błoto!
Rose na niego spojrzała złowrogo i powiedziała do pokojówki i matki.
- Róznica pomiędzy gustem Cala a moim polega na tym że ja mam gust a on nie. - Rose spojrzała na jeden z obrazów.


- Facynujące. Zupełnie jakbym śniła- powiedziała.
Rose kocha obrazy. Widzi w nich tak jakby inny świat. Matka spytała sie:
- Jak nazywa sie ten malarz?
Rose odpowiedziała:
- Jakiś Picasso (?). (znajome :D)
Na statku była też pewna kobieta . była bogaata. Nazywali ją Molly Brown.Jej mąż znalazł żyłę złota.Matka Rose nazywała ją "nowobogacką".
Minął dzień. Titanic odbił się od brzegów Irladii.. .. Przed nimi nie było nic oprucz oceanu. Kapitan kazał zwiekszyć prędkośc statku. Jednym słowem ruszyli pełną parą.
*******************************************************

Wczesnym rankiem Jack i jego kumpel poszli na dziób se popatrzec. wychylili sie i zobaczyli w wodzie delfiiny.
-widzisz? -pyta się Jacka Farizio
-tak. A tam drógi .-Jack pokazał palcem.
-Jej.
- Zabacz jak skacze.



Ze 4 delfiny płyneły równo z Titaniciem. Jack i Fabrizio staneli na poręczy i zaczeli się wydzierac.
-Łu HU YEAH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Widzę już statułe woności. Jest mała. - powiedzial fabrizio uszczesliwiony.
- jeStem kRóLem ŚwiaTa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Są weseli ...... (CDN)
Rozdział 4
Pierwsza klasa na statku własnie ma uczte. Wszyscy jedzą wykwintne dania. Pozatym rozmawiaja ze soba. Toczy się rozmowa o statku. Jaki on jest potęrzny itp. Rose zapaliła sobie cygaro.
-Wierz że tego nie lubie..- groźnie spojrzała na nia mama.
-Wie-odpowiedział Cal i tym samym wział z ust Rose te cygaro.
Rose stroiła focha .
-Przepraszam.Państwo wybaczą-i wyszła się przewietrzyć.
Miała na sobie pięknie wyszytą suknie kolory kaki.(? )Oparła sie o coś i spogląda przed siebie. Tymczasem obok , pokład niżej siedział sobie Jack z kumlem i rysował jakąś dziewczynke z ojcem. Jack ma talent do rysowania. Tymi rysunkami zafacynował sie pewien gościu.
- fajny statek co?- nieznajomy powiedział
- Jasne, irlandzki !-powiedział Fabrizio
- Nie angielski ?-pyta sie ten nieznajomy.
-Został zbudowany w Irlandii|rękami 15.000 Irlandczyków.-odpowiedział Jack koncząc prace swoja.
-To oczywiste.- mówi Fabrizio
Nieznajomuy spojrzał na ludzi przechodzących obok nich. To byli ludzie z pierwszej klasy.
-Pieski z pierwszej klasy schodzą tu do nas się wysrać.- mówi nieznajomy.
-Pokazują gdzie nasze miejsce- odpowiedział Jack
-Możemy o tym zapomniec? - mówi ten nieznajomy. Spalił do konca papierosa i podał ręke Jackowi.
-Jestem Tommy Ryan
- Jack Dawson
- Fabrizio
Wszyscy się przedstawili.
-Zarabiasz tymi rysunkami na życie?- pyta sie Tommy wskazujac na Jacka rysownik.
Ale Jack nie odpowiedział bo skupiła jego uwage piekna dziewczyna. Od razu było widać pochodzi z dobrej rodziny. A ta dziewczyną jest Rose, która własnie sie opiera o to cos co pisałam wcześniej. Jack nie odrywa od niej zwroku. Jest w nia zapatrzony jak w obrazek.
-Zapomnij o tym, chłopcze.Prędzej puścisz pachnącego bąka
niż ona na Ciebie spojrzy.
Nagle Rose spojrzała lekko na niego ale zaraz potem odwróciła zwrok.Tymczasem do Rose doszedł Cal.
- Wracajmy już do stołu. kochanie.- objął ja i poszli.
Wrócmy do Jacka i jego kumpli.
-Ah... - westchnał Jack- Nigdy w życiu nie widziałem takiej pięknej dziewczyny jak ta.- Jack się rozmarzył.
-Stary ona i tak jest juz zajeta. Po 1 to takie dzieczyny jak one nigdy nie zwrócą na takich jak my uwagi ,a po 2 to ona ma juz męża albo chłopaka.-powiedział Fabrizio.
Rose jest na tej uczcie i czuje sie tak nieswojo. Jakby wogóle tam nie pasowała. Ma taką myśl że gdyby chciała sie zabić albo zazyć pełno tabletek nasennych to nikt by jej nie zatrzymał. **Potem udała sie do swojej kajuty, weszła do swojego pokoju.Odłożyła klucze na stolik i zaczeła zciągac z siebie rękawiczki.
-Trudy... Trudy... - Rose zaczeła wołac swoja służacą. Nie było jej więc zaczeła sie lekko rozglądać. Potrzebowała pomocy aby zdjąć z siebie swoja suknie. Znaczy sie odpiąć guzik.Podeszła więc do lustra i musiała sobie radzić sama. Zawsze to Trudy jej w tym pomagała. Ale Rose nie potrafiła sama sobie ten guzik odpiądz.Męczyła się z tym chwile ale już nie wytrzymała i się wkurzyła i zerwała z siebie biżuterie. Potem chciała rozpleść sobie koka na włosach ale też miała z tym problem. Lecz wreszcie jej sie to udało.
-Trudy... -Rose nadal woła służąca..Lecz ona nie przychodziła. Trafił ją szlak i Rose weszła w panike i zaczeła wszystko rozwalac z pólki. Potem się zmęczyła i westchnęła. Spojrzała na lustro.Przeraziła sie. Po czym wybiegła z kajuty.Zaczeła biedz przed siebie. Kierowała się na początek statku.Wszyscy dystynkowani ludzie się na nia patrza ale ona nie zwraca na nich uwagi. Nawet ich popycha.
-Eh..ah... - Rose nadal biegnie... (cdn...)**
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

rozdział 1

czwartek, 15 listopada 2007 19:25
rozdział 1 . ,, wyprawa na statek'' >> 21 czerwca 2006 22:00
RoZdZiAł 1
Rok 1912. Kwiecień.
Jest ranek. Rodzina DeWitt Bukater się szukują do wyjazdu na statek. Służące pakują do walizek ubrania i cenne rzeczy. Rose lubi podrózować z całą garderobą. Zabiera więc swoje wykupione obrazy i różne inne rzeczy. Patrzy ona przez okno na miasto. W salonie jest też jej matka.
Rose:
- Mamo, trudno mi opuszczać to miejsce, tu jest tak miło...
Mama odpowiedziała:
mama:
- Rose....., przecież tu wrócimy. Na twój ślub będzie już wszystko gotowe. Rozdałam już mieszkańcom zaproszenia :)
Rose odp:
- Ile będzie osób ?
Matka:
- Około 200 zaproszenn.
Rose:
- Mamo... nie potrzebnie aż tyle
Rose zrobiła zagniewaną minę.. ma uczucie akby żeniła się tylko dla pieniędzy
Matka:
-Nie mów tyle córko
Mija pare godzin. Rose i jej mama czekają na przyjscie Caledona Hockleya-nażyczonego Rose.Rodzina Calla jest jedną z najbagadszych tamtych czasów.
No i wreszcie przyszedł.Majordomuz otworzył mu drzwi. Call spojrzał na Rose i żekł:
- Witam moje panie :)

Jako dżentelmen pocałował panią De Witt Bukater w rękę a Rose w policzek.Ona się uśmiechnęła.Razem wyszli z rezydencji i wsiedli do auto. Bagaże zapakały służące.I sobie jadą. Statkiem popłyną ; Rose, Call, matka Rose, i służący Calla.
Rose przez całą droge autem się nie odzywa.Patrzy przez szybę w samochodzie.Call rozmawia se ze swoim sługą. Nagle spojrzał na rose i powiedział:
_- Coś cię nie pokoi ? :)
Ona na niego spojrzała i odp.:
Rose:
- Nie nic
Znowu patrzy w szybę. Po paru minutach drogi dojechali do portu. Było tam pełno wiary.
Jakiś pan tam stał z córką co trzymała ze sobą lalkę i on powiedział:
:
- ale duża łódka...
Podnieca sie.hehe
ONa jemu j odpowiedziała:
córka:
- Tato... to nie łódka, to statek.
Tata:
- Masz racje
Tymaczasem Rose i reszta wysiedli z auto. Rose miała na sobie wielki kapelusz... Spojrzała na wielki statek.... :) C.D.N.....





Komentarze [182]

Rozdział 2. ,, Jack wygrał bilet na titanic'' >> 25 czerwca 2006 17:06
ROZDZIAŁ 2
Gdy Rose wysiadła spojrzała na ten wielki statek jak by był zwykły. A w tamtych czasach to to był najlepszy statek, wysoka klasa i wogóle.
- Po co tyle rozgłosu? Nie jest większy od Mauretanii...- powiedziała Rose
Calledon na nią spojrzał i odpowiedział:
- Możesz sobie tak myśłeć, Rose...Ale nie doceniasz Titanica.Jest dłuższy o 100 stóp i o wiele bardziej luksusowy.
Rose streliła focha i poszła dalej. Call szeptonął matce Rose:
- Trudno zaimponować pani córce, Ruth.
Po czym sie uśmiechnał.. :)
Do nich podszedł bagażowy.
- Przenieś pański bagaż na pokład?- spytał się
-tak prosze.
Odezwał sie lokaj Calla:
-Sam Bóg nie potrafi go zatopić.. :)
Bagażowy podszedł do służącego Calla i spytał się:
-- Do jakich kajut przenieś bagaże?
- Do kajuty B 52, 54, 56.
Rose jest z początku osobą dumną, dziewczyna z zasadami. Nigdy nie opuściła by rodzinnego domu. Wydawało się że nic nie może tego zmienić... tak ją spostrzegano.Titanic był dla wszystkich statkiem marzeń.Dla Rose , niewolniczą galerą, wiązącą ją do Ameryki w okawach.w wewnątrz był krzyk rozpaczy.... Jak by nie mogła się z tego wyrwać.
*********************************************************
Tymczasem Jack- chłopak wędrujący z miejsca na miejsce własnie wszedł razem ze swoim przyjacielem Fabriziem do baru obok portu.
-Hej Luke, hej Annie.. :)
Przywitał się z wszystkimi i usiadł do ludzi, którzy grali w karty.
- To o co gramy?
Jack spytał się jednego z graczy.
-A co macie ?
Odpowiedział jemu Sven.Jack wysypał cały dorobek swój.. i zaczeli grać. Jest do wygrania troche kasy i bilet na Titanica. Mineło z 10 minut. Nadeszła decydująca runda. Teraz okarze się kto zgarnie cała kase. Fabrizio jest zły na Jacka bo postawił cały ich dorobek.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Animacje 2

czwartek, 15 listopada 2007 19:19
 moja Ulubiona scena Ja
ck uczy Rose spluwac
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Animacje

czwartek, 15 listopada 2007 19:16

                      Image and video hosting by TinyPic                  Pare animacji z titanicaImage and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPic


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

teks piosenki titanica

czwartek, 15 listopada 2007 17:53
Every night in my dreams
I see you, I feel you,
That is how I know you go on

Far across the distance
And spaces between us
You have come to show you go on

Near, far, wherever you are
I believe that the heart does go on
Once more you open the door
And you're here in my heart
And my heart will go on and on

Love can touch us one time
And last for a lifetime
And never let go till we're one

Love was when I loved you
One true time I hold to
In my life we'll always go on

Near, far, wherever you are
I believe that the heart does go on
Once more you open the door
And you're here in my heart
And my heart will go on and on

You're here, there's nothing I fear,
And I know that my heart will go on
We'll stay forever this way
You are safe in my heart
And my heart will go on and on

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kate Winslet

wtorek, 13 listopada 2007 16:36
Kate Winslet (ur. 5 października 1975 w Reading, Wielka Brytania) - angielska aktorka filmowa, żona Kariera

Aktorstwa zaczęła uczyć się już w wieku 11 lat. Swoją karierę rozpoczęła od wzięcia udziaKate Winsletłu w reklamówce płatków śniadaniowych zrealizowanej dla brytyjskiej telewizji. Została dostrzeżona przez producentów teatralnych i wystąpiła na scenie w takich sztukach jak: Adrian Mole i Piotruś Pan. W filmie zadebiutowała w roku 1991 w serialu Dark Season. Na dużym ekranie po raz pierwszy wystąpiła w 1994 r. w obrazie Heavenly Creatures. Popularność przyniosła jej rola w filmie "Rozważna i romantyczna" za którą otrzymała nominację do Oscara. Jednak sławę zdobyła dzięki roli w filmie Titanic.

Jest pierwszą aktorką w historii która w tym wieku zdobyła już sześć nominacji do Oscara.

Obie siostry Kate Winslet - starsza Anna i młodsza Beth są także aktorkami.amerykańskiego reżysera Sama Mendesa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Leonardo

wtorek, 13 listopada 2007 16:28
Leonardo DiCaprio

Leonardo DiCaprio w 2007
Prawdziwe nazwiskoLeonardo Wilhelm DiCaprio
Data urodzenia11 listopada 1974
Miejsce urodzeniaLos Angeles w stanie Kalifornia, USA
Na zdjeciu leonardo w maju 2007 r.
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nagrody i nominacje

wtorek, 13 listopada 2007 16:26
Nagrody i nominacje
  • 1994 - nominacja do Złotego Globu w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy za film "Co gryzie Gilberta Grape'a"
  • 1994 - nominacja do Oscara w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy za film "Co gryzie Gilberta Grape'a"
  • 1997 - Nagroda Jury Srebrny Niedźwiedź na Festiwalu Filmowym w Berlinie w kategorii najlepszy aktor za film "Romeo i Julia"
  • 1997 - nominacja do MTV Movie Award w kategorii najlepsza rola męska za film "Romeo i Julia"
  • 1997 - nominacja do MTV Movie Award w kategorii najlepszy duet aktorski za film "Romeo i Julia"
  • 1998 - nominacja do Złotego Globu w kategorii najlepszy aktor w dramacie za film "Titanic"
  • 1998 - MTV Movie Award w kategorii najlepsza rola męska za film "Titanic"
  • 1998 - nominacja do MTV Movie Award w kategorii najlepszy duet aktorski za film "Titanic"
  • 1999 - Złota Malina w kategorii najgorszy aktor za film "Człowiek w żelaznej masce"
  • 2001 - nominacja do Złotej Maliny w kategorii najgorszy aktor za film "Niebiańska plaża"
  • 2003 - nominacja do Złotego Globu w kategorii najlepszy aktor w dramacie za film "Złap mnie, jeśli potrafisz"
  • 2003 - nominacja do MTV Movie Award w kategorii najlepsza rola męska za film "Złap mnie, jeśli potrafisz"
  • 2005 - Złoty Glob w kategorii najlepszy aktor w dramacie za film "Aviator"
  • 2005 - nominacja do Oscara w kategorii najlepszy aktor za film "Aviator"
  • 2005 - nominacja do BAFTY w kategorii najlepszy aktor za film "Aviator"
  • 2005 - MTV Movie Award w kategorii najlepszy aktor za film "Aviator"
  • 2005 - nominacja do Nagrody Młodych w kategorii najlepsza rola męska w dramacie za film "Aviator"
  • 2007 - nominacja do BAFTY w kategorii najlepszy aktor za film "Infiltracja"
  • 2007 - nominacja do Złotego Globu w kategorii najlepszy aktor w dramacie za film "Infiltracja"
  • 2007 - nominacja do Złotego Globu w kategorii najlepszy aktor w dramacie za film "Krwawy diament"
  • 2007 - nominacja do Oscara w kategorii najlepsza pierwszoplanowa rola męska za film "Krwawy diament

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Filmografia

wtorek, 13 listopada 2007 16:25
Filmografia
RokTytułTytuł ang.RolaUwagi
1991Critters 3Critters 3Josh
1992Trujący bluszczPoison IvyGuy
1993Chłopięcy światThis Boy's LifeToby
Co gryzie Gilberta Grape'aWhat's Eating Gilbert GrapeArnie Grape1. nominacja do Oscara
1995Szybcy i martwiThe Quick and The DeadKid
Przetrwać w Nowym JorkuThe Basketball DiariesJim Carroll
Całkowite zaćmienieTotal EclipseArthur Rimbaud
1996Romeo i JuliaRomeo + JulietRomeo Montague
Pokój MarvinaMarvin's RoomHank
1997TitanicTitanicJack Dawson
1998Człowiek w żelaznej masceThe Man in the Iron MaskLudwik XIV/Philippe
CelebrityCelebrityBrandon Darrow
2000Niebiańska plażaThe BeachRichard
2001Don's PlumDon's PlumDerek
2002Złap mnie, jeśli potrafiszCatch Me If You CanFrank William Abagnale Jr.
Gangi Nowego JorkuGangs of New YorkAmsterdam Vallon 
2004AviatorThe AviatorHoward Hughes
2006Krwawy diamentBlood DiamondDanny Archer
InfiltracjaThe DepartedBilly Costigan
2007BlinkBlink ?w produkcji
2008Manuskrypt ChancelloraThe Chancellor ManuscriptPeter Chancellorw produkcji
?Revolutionary RoadFrank Wheelerw produkcji
2009?The Rise of Theodore RooseveltTheodore Rooseveltw produkcji

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 24 września 2014

Licznik odwiedzin:  7 633  

Zobaczcie który jest dziś dzień

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

To już bylo

Pare słówek to co lubie

Mam na imie monika i bardzo lubie charmed chodz to nie jedyne moje hobby

titanic

RMS (ang. Royal Mail Steamer) Titanic – brytyjski transatlantyk typu Olympic, należący do towarzystwa okrętowego White Star Line. Podczas swojego dziewiczego rejsu z Southampton do Nowego Jor...

więcej...

RMS (ang. Royal Mail Steamer) Titanic – brytyjski transatlantyk typu Olympic, należący do towarzystwa okrętowego White Star Line. Podczas swojego dziewiczego rejsu z Southampton do Nowego Jorku przez Cherbourg i Queenstown, zderzył się 14 kwietnia 1912 roku z górą lodową i zatonął. Jego katastrofa spowodowała nowelizację praw i zasad bezpieczeństwa morskiego

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

('http://dodatki.xorg.pl/zegarki/1.gif') no-repeat;"> © 2007 Magda Buraczewska© 2007 Magda Buraczewska <bgsound src="http://dziewczyna87.wrzuta.pl/audio/fpo4PxqAir/" loop=true>Dodatki na bloga>
Adoptowałam króliczka o imieniu Pimpus.


Dodatki na bloga
http://members.lycos.co.uk/harcerzpita/obrazki/zaklecia.gifhttp://members.lycos.co.uk/harcerzpita/obrazki/historia.gif


provided by flash-gear.com



center>
Gada teraz:
http://dodatki.xorg.pl/avatary/2.gifhttp://dodatki.xorg.pl/avatary/6.gifhttp://dodatki.xorg.pl/avatary/7.gif

Muzyka na bloga
kocham Cię ;*


{blog}
_______________
lay 4 u


{archiwum}

czytam:
{linki}


Statystyki

Odwiedziny: 7633

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl